wymarzone-nogi blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2011

Dobry przedświąteczny bilans zepsóła mi matka… zaserwowała zapiekankę z pieczarkami, żółtym serem, mięsem i masłem, którym przesiąkła cała kanapka wogóle wszystko jakieś tłuste i kaloryczne okropnie, byłam wściekła, miłam ochote tym o ścianę rzucić ale ostatecznie po ciuhcu podzieliłam się z psem. Potem było świąteczne żarcie, MŻ się nie sprawdziło bo skoro trochę to czemu jeszcze nie jeszcze troszkę? Objęłam strategię nażreć się słodkiego do obrzydzenia, tek, żeby było mi niedobrze na samą myśl o słodyczach… w efkcie pogorszyła mi się cera, pryszcze zrobiły się czerwone, waga poszła w górę (we wtorek naczczo 45,6kg) a mi wcalę nie zbrzydło słodkie, znów nadużywam miodu… we wtorek miało już być bez słodyczy ale najpierw na spotkaniu z przyjaciółką skusiłam się na lody, a potem na rodzinnym spotkaniu nieszczęśliwie usiadłam między ciotką a wójem, którzy na zmianę mi nakładali różne mięsa, a potem jeszcze musiałam ciasto jeść:(  Wybaczcie, że na tak długo znikłam ale głupio mi było tak tu pisaż przeżartą… nie lubię świąt… Weekend majowy też jest „be” bo będzie trzeba wrócić do domu, gdzie pojęcie dieta i odchudzanie nie ma racji bytu… miałam jechać za granicę ale wszystko się zepsóło, gdy już byłam pewna i szczęściwa, że pojadę… jestem na siebie zła, że źle to rozegrałam, za dużo się namyślałam i marudziłam… chciałabym cofnąć czas i w ostatniej chwili pojechać… czemu ja zawsze muszę wszystko zepsuć… nie mam już sił… Jest ciepło, za ciepło dziewczyny pokazują piękne zgrabne nogi, a ja mogę tylko wyć w duszy i marzyć… Dobijają mnie też moje cycki ( a raczej ich brak…) ostatnio notorycznie zapominam herbatki „biust” – zapewne dlatego, że już dłuższy czas ją piję i zero efektów… Chcę do końca maja schudnąć do 40 kg (choć już przestaję wierzyć, że to zmieni moje nogi i, że wogóle mi się uda…) i zacząć brać tabletki.
 

środa
w nocy jeszcze drugie 100g tych pianek truskawkowych…
od rana:
pół litra maślanki
ciemna bułka z ziarnami
zielona hebata
lyzeczka miodu
kostka białej czekolady
część pieczarek i przesiąkniętego tłuszczem chleba (o reszcie zapiekanki opowie moj pies;p)
czarna herbata z miodem
woda z miodem i cytryną

czwartek
jedzenie chude + udko na obiad
rower 30min

piatek

jedzenie chude
kilka wisni slodzonych z kompotu
2 ptasie mleczka
obiadowa ryba
+rower 30min

sobota

żurek na obiad
czekolada
słodkie płatki
chude jedzenie
+rower 40min

niedziela, poniedziałek
żarcie + cukier

wtorek
nieudane MŻ i znów słodkie…

środa
zielona herbata z ziołami „biust”
tymianek i podbiał (cukier;/ )
litr soku pomidorowego
litr mleka
płatki owsiane
kilka łyżeczek miodu
+eveline

czwartek
litr mleka
płatki owsiane
miód
z. herbata + ziółka „biust”
i zapewne domowa kolacyjka…;/

Serdecznie dziękuję kumplowi, który pdarował mi tabliczkę białej czekolady (powody tego czynu dość zawiłe;p). Dziękuję też ciotce, która dała mi, między innymi dobrymi rzeczami, słodzone musli i nowy słoik miodu (którego będę zapewne nadużywać…). Owacje na stojąco dla mojego kochanego kuzyna, który podarował mi przywiezoine z Niemiec pianki Haribo obtoczone w różowym, truskawkowym cukrze…
Dzięki, że mnie złamaliście… właśnie, gdy zaczęłam kontrolowć, to, co jem i wracać do dietowych oganiczeń; sama nigdy bym tych słodyczy nie kupiła i nie zjadła, ze słodką nieświadomością szkodliwości swoich gestów daliście mi to, co najgorsze…
Jedyne szczere podziękowania należą się Wam Kochane, które też walczycie i mnie wspieracie;*
oraz… mojemu własnemu żołądkowi, który zbuntował sę w sobotę bólem za wrzucanie w niego co popadnie… pobolewał czasem przy jedzeniu aż do wczoraj… pomógł mi się opamiętać i jeść małokaloryczne rzeczy przy rodzicach w niedzielę:)
Dziś [wtorek] udało mi się pojeździć rowerem z ciotką, po mimo, że nie byłam na to przygotowana (sukienka, buty…)
Tak ogólnie to…
Zauważyłam, że pomimo rozpierającej energii i entuzjazmu, w sercu  jestem nieszcześliwa i rozgoryczona, wewnętrzny ból zagłuszam kupowaniem rzeczy, które mi się podobają (bluzka, sukienka, w planach biżuteria, torebka i inne) oraz… żarciem. Tutaj pokłon w stronę 2 byłych, którzy zostawili zardzewiałe gwoździe w moim sercu… Nie potrafię realizować swoich marzeń, dążę do nikąd, roniąc czarne łzy pogrążam się w ciemności… nie wiem nawet, czy posiadnie idealnych nóg i ogólnie czy bycie piękną mnie uszczęśliwi, czy to jest to, czego naprawdę pragnę…
Co z tego, jeśli mnie nikt nie pragnie…

Bilanse żarcia i ćwiczeń:

sobota
żarcie
+ rower 2 razy po 15min

niedziela
kanapka białego chleba z masłem
2 wątróbki
herbata mięta z miodem
2 sucharki
kaszka lekkostrawna bananowa kilka porcji
zielona herbata z miodem

poniedziałek
pół litra mleka 0,5%
kefir 1 litr
1,5 rządka białej czekolady;/
kaszka popijana herbatą zieloną
miód
+ 30 przysiadów

wtorek
o,5 l mleka 0,5%
1,5 rządka białej czekolady
kefir kościan naturalny
w planach
trarożek
kiwi
a rzeczywisty ciąg dalszy to
kiwi
kromka ciemnego razowego chleba (taka zbita, ciężka)
pasta jajeczno-serowo-awokadow z czubrycą i jogurtem
100g pianek Haribo w truskawkowej otoczce
jogurt Bio 150g z Biedronki
2 mandarynki
JustFit tropikalne 1 porcja
zielona herbata z miodem
orzechy włoskie
+rower ok 20-30min

Cóż mam powiedzieć… dalej wrzucam w siebie dobre rzeczy w złych ilościach. Skinny Girl umarła a jej miejsce zajął PAsibrzuch… Miodu już tylko 1/4 słoiczka zostało… jedyny grzech ciężki to ok 200g frytek z mikrofalówki. Za karę mi brzuch sterczy… nowa sukienka jest mi ciasna (tzn taka na styk, trudno mi oddychać jak się w nią wcisnę. Wczoraj waga pokazała 46,2kg, dziś po śniadaniu 46,6kg… Przytyłam… Boję się, że weekend w domu (nie wymówię się od zakazanych smażonych potraw) i niedalekie święta(przymus żarcia jaj, wędlin i zakazanych słodyczy) moga mnie wrócić do wagi startowej… Wczoraj wykręciłam się od kolacji, zjadłam tylko podwieczorek, do tego przebierałam się przy matce, żeby pokazać jej się w nowej sukience efekt? Matka stwierdziła, że SCHUDŁAM i chciała mnie wgonić na wagę, udało mi się poprzestać na skłamaniu, że warzę ok 47,8 (schudłaś, było „8″ musisz zjeść coś tłustego na kolacje nie zjadłaś nic… itd). Wytłumaczyłam spadek wagi egzaminem i jakoś przeszło, wzięłam do pokoju puszkę tuńczyka w tłustym sosie, który stoi po dziś dzień. Boję się, że nie długo kłamstwo stanie się prawdą… obżeram się mlekiem i maślanką z płatkami kukurydzianymi (a w domu nie przejdzie mleko 0,5% tylko pełnotłuste…). tragedia… kolana nie są jeszcze idealne ale już nie boję się co będzie jak sukienkę mi wiatr podwieje, chcę nosić moją nowość przed kolano (choć tego troszkę się boję).  moje kolana są bardziej kościste i mniej straszą niż kiedyś… Mogę wreszcie  kompletować ciuchy w pewnym stylu, który od dawna mi się podobał (ale nie mogłam sie tak ubierać bo on wymaga pokazania kolan) Boję się, że stracę ten cudowny sukces… Dziś gdy nie było rodziców poszłam jeździć na rowerze stacjonarnym, po świętach zaczynam bezwzględnie Dukana. ostatnio jestem pełna energii ale nie potrafię jej ukierować na coś pożytecznego…. np na dietę, ćwiczenia, doskonalenie swoich umiejętności, szyciu rzeczy w nowym wymarzonym stylu, mam pełno pomysłów, chcę wszystko na raz, a nie potrafię się określić… Miałam się znów mierzyć ale boję się, że będzie więcej lub bez zmian i się załamię… biorę miarę, gdy będę pewna, że będzie mniej cm… Kupiłam niedawno duże hula-hop idzie mi tak samo źle jak z małym, będę polować na spodenki neoprepenowe w Tesco, od poniedziałku chcę wlaczyć, a od dziś (jak tylko będzie okazja) – ćwiczenia!

Bilans kilku dni:
Dieta:
wszystko, co dozwolone w ilościach nadmiernych + frytki
dziś jak wyżej ale + tłuszcz z domowych posiłków
Ćwiczenia:
raz hula-hop,
dziś rower stacjonarny i obiecuję coś jeszcze dopisać
D o p i s a n e : rower 20min :)
Inne:
herbatka „biust” (tylko wczoraj zapomniałam),
kremik Ziaja na spalanie tłuszczu (kończy się już, szukam czegoś innnego)

Rower…

7 komentarzy

Egzamin za mną, boję się, czy zdałam… coś napisałam kilka pytań jest ok czyli jest powód żeby robić sobie jakieś nadzieje na pozytywną ocenę… oby życie znów mnie nie rozczarowało… kiedyś byłam większą pesymistką i miałam miłe niespodzianki, a teraz… porażka. Znalazłam śliczną sukienkę, bez naramek, przed kolano, rozmiar 34. Obiecałam sobie, że jak zdam to ją sobię kupię ( to nic, że nie wiem na jaką niby okazję mi się przyda jest dość elegancka…) a jak nie zdam to oddam po kilku dniach bez śladów używania (można tak).  Przymierzyłam i się zachwyciłam:D Ładnie w niej wyglądałam, mimo, że trochę odsłaniała kolana (nawet one wyglądały ładnie, zastanawiam się teraz tylko czy to spełnienie pierwszego celu czy… magia sklepowego lustra) no i wreszcie mam konkretny rozmiar, nie żadne między 36, a 34 każde gdzieś za obcisłe lub wiszące… Mam rozmiar dokładnie 34 i jestem z tego dumna! Ale… po ostatnim obżarstwie… aż wstydzę się pisać jak usprawiedliwiałam się egzaminem… Po kolei… Wtorek utrzymałam jeszcze skiny (ciężko było na jabłkach…) w środę starannie zaplanowałam, co zjeść, żeby zmieścić się w limicie – jadłam zgodnie z planem, do którego tylko dodałam zakazaną kawę żeby nie zasnąć nad książkami ale… złamała mnie zupełnie wizyta u koleżanki… przyszłam, żebyśmy się wymieniły notatkami, ona koniecznie chciała mnie czymś poczęstować kawa? może tosta? jemy kolacje może też chcesz hot-doga? postawiła mi przed nosem miskę cukierków… zjadłam 1 i coś pękło… poszedł jeszcze tost, kilka następnych cukierków, chipsy i naastępna kawa. Wróciwszy do siebie dalej żarłam, w nocy nie spałam, ciągle jadłam dosłownie zjadałam stres. Nauka to doskonałe usprawiedliwienie ( przecież mózg trzeba odżywić, trzeba sie pocieszyć i nabrać sił żeby nie zasnąć…)  w piątek dzien mleka z płatkami kukurydzianymi i kawy. Piłam dużo kawy i nawet zaczęłam sypać do niej zakazany cukier. Wczoraj jadłam, na co miałam ochotę (nawet paczkę „delicji”) Dzisiaj praktycznie też… z rzeczy złych zjadłam batonika, kupiłam sobie wspaniałe mrożone ważywa ale zjadłam je z frytkami z zamrażarki… „skoro zjadłam już batnika to i tak złamałam zakaz trzeba zjeść frytki żeby się na skinny nie kusić…” Porażka… Może się obudzę jak owa wspaniała sukienka będzie mi za mała… i tak ją kupię i powiesze w widocznym miejscu, będę się męczyć tak długo aż nie wrócę do 34 – będę miała mobilizację…
Z rowerem nie wyszło… rodzice nie chcą mi pozwolić wziąć z domu roweru bo i tak go tu do windy nie zmieszczę (mają rację niestety…). O ewentualnym trzymaniu go w piwnicy mogę zapomnieć bo ostatnio były włamania do piwnic… Zostaje opcja chodzić na rower do ciotki i być zależna od jej widzimisie – wczoraj chciałam pojeździć ale ciotka stwierdziła że za późno za zimno i wiatr jest… (było ciepło i jeszcze starczyłoby słonca na 15 min jazdy…) nie chcę być znów od kogoś zależna! Cieszę się tu brakiem rodzicielskiej kontroli i swobodom stanowienia o sobie i mam wpaść z deszczu pod rynne?! Nie chcę tego… nie wspominając już, że u ciotki zmarnuję dużo czasu (zasiedzenie, zatrzymanie, zagadanie…) i zjem dużo kalorii (zawsze coś do jedzenia mi dadzą… a jak wrócę z roweru to NAPEWNO już będzie czas na kolacje albo inny posiłek, na którym będę musiała zostać…) co spalę na rowerze to dwakroć w siebie wrzucę… bezsens, kretynizm i wściekłość… Plan był taki genialny, o niebo lepiej jest pojeździć sobie rowerem niż pocić się przy ćwiczeniach. Przysiadów jestem w stanie zrobić max 40 powtórzeń, a rower da mi 40 MINUT ruchu. Myślałam o kupieniu sobie dużego hula-hop ale zanim się nauczę kręcić to sąsiedzi z dołu mnie pogonią jak będę ciąglę stukać kółkiem o podłogę… zesztą strasznie mnie to męczy 5 max 10 min próby kręcenia i umieram… Szukałam spodenek neopropenowych i nie znalazłam ale słyszałam, że w Tesco mają… w tym sklepie mają dużo ciekawych i tanich rzeczy… jak tam pójdę to pewnie kupię jakieś nieplanowane żarcie albo inne rzeczy i nigdy nie będę miała przy sobie jednorazowo całej kwoty potrzebnej na „zakup” sukienki. Ostatnio chciałabym wszystko mieć, za wiele rzeczy na raz (zarówno rzeczy materialnych, pięknego wyglądu, żarcia  jak umiejętności i wiedzy). Jestem chodzącą porażką i sprzecznością… Nie wiem czego chcę, gy byłam zajęta nauką miałam tysiąc genialnych pomysłów… teraz nie chce mi się nic… siły mi się kończą…
Bilans wtorek:
Dieta: Kcal<300 Skinny zaliczona:)
7 jabłek
pół grajpfruta
Ćwiczenia: przysiady 40+40
Inne: Ziaja, herbatka „na biust”

Bilans środa i reszta dni…

Dieta:
2/3 maślanki
Pół grajpfruta
kawa bez mleka i bez cukru
załamanie=wszystkożerność do niedzieli włącznie
Ćwiczenia: brak
Inne: kremik-brak, herbatkę tylko raz zapomniałam

Wczoraj mój były-niebyły do mnie pisał, odrzuca, nie chce$ spotkania i jednocześnie robi nadzieje… i znowu polały się łzy… Czuje złudność ale nadal mam nadzieje… w mojej głowie siedzi chochlik, który każde mi dziś bez umiaru żreć
wszystko, czego sobie nie zabroniłam ( w diecie na trądzik), bez głodu,
bez powodu, bez kontroli… on wie, że od jutra zmiana… przez niego
tracę sukces, już dziś jest ponad 45kg… Ponadto były-niebyły  – kolejny powód by się nażreć
na pocieszenie…
 Dziś kefirowy detoks ( w weekend nie dało się uniknąć smażonego tłuszczu ) trzeba wypłukać złe rzeczy czymś zdrowym (nie mylić z przeczyszczeniem) Poszło dośc gładko, poczęstowana odmówiłam pysznych chrupek orzechowych (konserwanty, sztuczne aromaty, barwniki i smażony niezdrowy tłuszcz). Pierwszy dzień skinny girl zaliczony.  Na jutro planuję dietę jabłkową plus pół grejpfruta (54,5kcal) na śniadnie. Wyliczyłam, że , żeby zmieścić się w SG mogę zjeść 7 jabłek. Dziś próbowałam ćwiczyć naczczo, zrobiłam skośne brzuszki ale nie za wiele bo bardzo mnie to zmęczyło i zaczynało mi się robić niedobrze… nie potrafię ćwiczyć przed śniadaniem:(

Bilans dnia niedziela:
Dieta: żarcie (wszystko z wyjątkiem cukru, kofeiny i słodyczy)
Ćwiczenia: 40 przysiadów, łażenie
Inne:
- herbatka „na biust” (ziółka zmieniające gospodarkę hormonalną aby cycki nie malały, by ogólne kształty się kiedyś zakobieciły)
- Kremiki: Ziaja (wyszczuplacz)
- Witaminy

Bilans dnia poniedziałek:
Dieta:
pomarańcza 106kcl
2 kefiry kościan 0% 2x 144kcla
Suma: 394kcal |Skinny girl 400kcla zaliczona
Ćwiczenia:
brzuszki skośne 20 w obie str
przysiady 30+45+30 czyli 95

Inne:
- herbatka „na biust”
- Kremiki: Ziaja
- Witaminy

Dzisiaj [piątek] zobaczyłam sens tej całej walki i odmawiania sobie prawie
wszystkiego, co uwielbiam… Na wadze Przed śniadaniem, a po toalecie
zobaczyłam… 44kg! Ale nie to jest ważne, jestem bardzo praktycznie
nastawiona do życia, oceniam po efektach. Bałam się, że sylwetka się nie
zmienia i że zostanę szkieletem z grubymi udami. Cud się jeszcze nie
zdarzył, kolana niby ciut mniejsze ale bałabym się jeszcze założyć
spódniczkę przed kolano, najwyżej „równą” z kolanami. Uda nadal tłuste
ale troszkę schudły, dzięki czemu nieproporcjonalnośc całych nóg troszkę
mniej rzuca sie w oczy 9 jak na starych zdjęciach z nad morza, gdzie
ważyłam podobniej, jak teraz, niż jak zaczynałam prowadzić tego bloga.
Dzięki temu mogłam dziś po raz pierwszy założyć rurki i się nie brzydzić
swoich nóg przed lustrem. Ba! nawet je kupiłam:) Wybrałam model jeansów „pognieciony”, który cudownie marszczy mi się na za chudych łydkach dając wrażenie normalnych nóg, lustro pokazało nogi proporcjonalne, jak z moich thinspiracji… dreamc come true:) To, nic że przekupka trochę zawyżyła cene tych jeansów domyślając się, że będzie mi w nich dobrze… dwa tygodnie albo miesiąc temu przymierzałam jakieś gniecione jeansy, jak szybko je założyłam tak jeszcze szybciej, z obrzydzeniem zdjęłam… bez lustra widziałam, że coś nie tak w nich z moimi nogami. Dziś lepsze jeansy na lepszych nogach dały nowe światło na to, co wydawało się ciemne i szare…
Diety dziś brak, jedyne, co robię to trzymam się zasad diety na zdrową cerę oraz zjadłam pół grepfruta (za każdym razem piszę inaczej nazwę tego owocu…) Ubolewam nad zjedzoną wieczorem kaloryczną kaszką bananową ale chciałam babcie jakoś zachęcić, żeby zjadła pożądną kolację więc zjadłyśmy razem (ostatnio się źle czuła więc powinna o siebie dbać a ja o Nią).
Do rodziców przyjechałam w sukience, nie wzięłam żadnych spodni bo są mi zbyt luźne i byłoby widać, że schudłam. Jem przy nich normalnie (tzn dużo za dużo i znów boję się, że waga zacznie jechać do góry). Niejedzenie cukru i sztuczności zaakceptowane, mum zauważyła, że mam ciut lepszą cerę i zgadza się  z tezą, że to od niejedzenia cukru. Na sugestie upieczenia placka pomaga fraza „chyba nie chcesz, żebym straciła to co zyskałam przez męczenie się i niejedzenie cukru, wiesz jak lubię słodycze i chińskie zupki…”. mam nadzieję, że następnym razem uda mi się podobnie „wygładzić” niejedzenie białego pieczywa lub smażonego tłuszczu („dzięki  awokado i oliwie z oliwek zamiast frytek moja cera….”) Postanowiłam też wrócić wcześniej do miasta edukacyjnego aby mieć swięty spokój do nauki oraz… niejedzenia. Chciałam wracać z ciotką tylko boję się czy zrozumie moje antycukrowe nastawienie… to dla mnie chodząca jadłodajnia, której nie sposób odmówić…  Mam duży, napchany jedzeniem brzuch, aż się wypukły zrobił:( Nawet gdybym mogła nie zachowywać pozorów i jeść mało to i tak chyba bym nie wytrzymała mając tyle cudów w lodówce i na stole… Z przeżarcia nie mogę robić brzuszków;(( Pobiłam znów rekord przysiadów ( te sukcesy dają siłę!) chciałabym zrobić więcej ale znów coś kolano pobolewa boję się, że przesadzę…

Bilans dnia [piątek]:
Dieta: przeżarcie ale bez cukru, słodyczy i płatków kukurydzianych + pół graypfruta
Ćwiczenia: 40 przysiadów, 5 min spadającego hula-hop, godzina spaceru
Inne herbatka „na biust”
Kremik: Ziaja

Bilans sobota:
Dieta: przeżarcia ciąg dalszy, udało mi się zachować zasadę „bez cukru” nad tależem słodyczy u babci^^ od poniedziałki Skinny Girl
Ćwiczenia: 40+20 przysiadów
Inne herbatka „na biust”, witaminy
Kremik: Ziaja


  • RSS