Kurde! dlaczego niczego nie jestem w stanie zrobić?! mam energię i siłę, wewnętrzne rozproszenie, rozkoarzenie, stres (strach?) chciałabym robić tysiąc rzeczy, a nie potrafię niczego… jestem wszystkim czyli nikim, ten stan pogłębia moją irytacje i rozdrażnienie.. nie chce mi się nawet bilansów zaległych pisać… wczoraj było 30 przysiadów. Nie wiem, co jest nie tak serce mi za szybko bije, może dlatego, że ostatnio nadużywałam kawy?
Raz się obżerałam, raz trzymałam dietę i… schudłam, założyłam czarne
rajstopy, nową spódniczkę przed kolano i cieszyłam się nogami modelki
przechodząc koło każdej szyby, lustra, samochodu z błyszczącym
lakierem… brzuch mi zmalał, troszkę cera się polepszyła i.. jestem teraz u
rodziców i wszystko jeb$%%! bo i tak nie uniknę posiłków z rodzicami,
smażonego mięsa i masła do chleba… i tak bym przytyła…
więc objadam się bezmyślni nawet czekoladą…
obżeram
się też na pocieszenie/stłumienie stanu rozkojarzenia, pomaga ale zaraz dodaje irytacji bo wiem, żę od tego utyję…

czułam, że schudłam… faktycznie w piątek ważenie (w ciągu dnia po południu)
45,5kg <radocha>
dziś ( niedziela po śniadaniu)
46kg <kurwa…>
jeszcze miary wzrostu mi brakuje aktualnej (bo chyba urosło mi się)

Dziś się biorę za siebie, unikam żarcia… idę na rower!

śniadanie:
herbata z miodem
kalarepka