Żrę i utyłam do punktu wyjścia 47kg dziś rano naczczo… Wybieram jogurty 0,05% z Tesco i mleko 0 lub 0,5%, do tego kaloryczne płatki, i czekolada. Na żarcie tracę dużo pieniędzy i czasu. Usprawiedliwienie? Mam sesję, potrzebuję energii do nauki, pocieszenia po stresującym egzaminie i pełnego żołądka, żeby głód mnie nie rozpraszał… Oczywiście ćwiczyć mi się nie chce, szczególnie jak jestem nażarta…  Brzuch mi znów wywaliło, jak 2 miesiąc ciąży do tego nie wiem dlaczego kostka spóchła (już nie boli ale nadal nieestetyczna, lekarz nic nie powiedział bo nie wie), przymus nauki przyprawia mnie o wściekliznę, nie umiem się skupić bez kawy tylko chodzę nabuzowana i szukam żarcia i innych pretekstów do nieuczenia się… Skończył mi się darmowy dostęp do interneetu;/
Uda znów grube i tłuste, nie wiem, czemu wydawało mi się, że schudłam – bo bluzki xs nie są mi przyciasnawe? Rozmiary kłamią… Jedyną pożyteczną rzeczą, którą w ostatnim czasie zrobiłam było kupienie tabletek  antykoncepcyjnych na wzrost biustu. Najpierw cel nr 1: schudnąć do 40 kg i mieć zgrabne nogi! Pewien znajomy, z którym znów zaczęłam się spotykać mnie tuczy – zaprasza  do siebie i kusi smakołykami myśląc naiwnie, że  mi w cycki pójdzie… Przez niego kilka dni dietowania poszło się powiesić…

  • do następnego okresu (początek sierpnnia)  schudnąć do 40 kg żeby zacząć brać tabletki ( od jutra dieta)
  • prostować kręgosłup (dziś śpię na poduszce- rogaliku)
  • zdać pozytuwnie egzaminy ( drukowanie materiałów do nauki w toku…)
  • zapisać się do dermatologa zawalczyć o normalną skórE ( jutro się rejestruję)

Dopóki choć w części tego nie zrealizuję to  znikam – żadnych blogów i forum, nie zasługuję na to i nie pasuję, głupio mi pisać pod postem 300kcal, że zjadłam prawie tabliczkę czekolady i stertę kalorycznych rzeczy…