wymarzone-nogi blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2011

Liczby, dużo liczb

2 komentarzy
Dieta znów poszła się bujać bo byłam u rodziców, bo chłopak niespodziewanie zaczął zabierać mnie do kawiarni i restauracji…
Po prawdziwej gorącej czekoladzie (nie żadnym kakao) i pizzy czułam się na drugi dzień źle, miałam problemy trawienne, brzuch mnie bolał. Mimo to następny dzień pozwoliłam sobie kupić słodycze, jogurty i bułki. Przez niego żarłam tysiące kcal mieszcząc się w swoim limicie 5zł/dziennie na jedzenie. Potem jakoś nie mogłam się przestawić na dietę,wydałam ok 30 zł na żarcie,

dopiero wczoraj się wzięłam za siebie

mleko 0,5%
jogurt
płaska łyżeczka miodu
suma 354kcal
rower 30+30min
wydane na żarcie 0zł

Dziś już gorzej, udało mi się odwiedzić ciotkę i nie nażreć więcej niż musiałam (2 pyzy + jogurt = 288kcal). Naściemniałam, że najadłam się w barze mlecznym. Stanełoby na poniżej 500kcal ale… jadąc autobusem miałam drobny wypadek – przy hamowaniu poleciałam na środek, szok. Nigdy nie siadajcie z tyuł na środku – to miejsce powinno mieć pasy bezpieczeństwa. Stres i strach to wymówka… będzie ok 1200kcal. W 5 zł się zmieściłam. Zaczęłam znów stosować spalacz Eveline – o ile kiedyś mnie pażył teraz prawie go nie czyję:( Dziś miałam jakiś „motorek” rano – wzięłam się za sprzątanie i zmierzyłam

Część mierzona – Idealne -Moje dziśmoje wcześniejsze
biust                              85             85                      ?                       
rozmiar biustu                          33                32-34                     
biodra                            87          82,5                   ?                         
talia                               61            62-8                70-6                     
udo                               47,5          45                    49                        
nad kolanem                --            33,5                 36                       
kolano                            34            32                   35                       
pod kolanem                            28                      ?                
łydka                             32              –                                        
kostka                         19,5          18,5                   ?                
nadgarstek                                14,5                   ?                 

Nie mogę znaleźć starych wymiarów wszystkich,
w talii straciłam tylko 4 cm bo 62 to miara na wdechu i w ścisku a stare 76 to przybliżona miara
mierzenie w staniku czyli biust za mały (będę musiała go podbudować pigułkami antykoncepcyjnymi znowu…)
wymiary stare wzięłam z czasów, gdy miałam 48-9kg czyli tak jakby wymiary startowe
Nie umiem się mierzyć:( pod biustem chyba 72.5cm
Tabelka pocieszająca ale mało realna, wszystko poprzybliżane:(

Dnia 20 paź zważyłam się naczczo 44,0kg
Mam nadzieję, że nie zaprzepaściłam tego przez późniejsze obżarstwo…
chciałabym zobaczyć 42…
albo chociaż 43kg w poniedziałek naczczo…

Zakładając, że nadal ważę 44kg i bedę się ruszać jak obecnie to 3 listopada będę miała 43kg (mało prawdopodobne… )
czyli zauważę schudnięcie ud na spodniach (już raz do tego doszłam:) ) Zaważcie, że im mniej kg tym wolniejszy spadek…

Day Weight Calories Used Your Calorie Deficit
11/03/2011 43.11 1636.29 1136.29
11/10/2011 42.09 1622.2 1122.2
11/17/2011 41.07 1608.29 1108.29
11/24/2011 40.07 1594.56 1094.56
12/01/2011 39.09 1580.99 1080.99

Dieta 5/500

5 komentarzy

Wstyd mi opisywać przebieg diety baletnicy… zawsze się złmałam i nażarłam mimi tego, że przepełniona czułam się strasznie i miałam duszności, bywałam u rodziców, gdzie też się przeżerałam. Nic nie schudłam. W piątek zważyłam się w ciągu dnia i było…. 47,5kg! Przeraziło mnie to, mimo, że waga-nie-naczczo może kłamać. Nie mogłam się należycie zwarzyć bo waga u mnie w domu stoi w pokoju, gdzie ciągle chodzą i widzą inni domownicy – nie chcę żeby np matka widziała ile ważę i rozpoczęła swoją gadaninę…
Wymyśliłam nowy sposób na dietę – do limitu 500kcal dołożyłam limit pieniężny 5zł dziennie przeznaczyć na jedzenie, można mniej ale nie więcej! Za 5zł sobie krzywdy nie zrobię, chyba, że kupiłabym litr oleju, słoik masła orzechowego, kilo płatków lub 10 bułek… nawet gdybym tak zwariowała to raczej nie dałabym rady tego w 1 dzień zjeść;p
Zamiast zżerać pieniądze odłóż i kup sobie coś fajnego i trwałego w każdym tygodniu
.
Za tyle ile wydałabyś na zbędne żarcie bez żadnej diety.
Ja traciłam średnio kilkanaście zł/dziennie. Wydałam 100zł – na pasek, szalik i torebkę (ta ostatnia jest wspaniała i piękna!).
Po bluzkach widzę, że chudnę, szczególnie po takiej jednej, którą kupiłam w piątek i okazała się przyciasnawa (wzięłam xs), teraz leży ładniej. Niestety zawartość stanika też troszkę zmalała… Niestety nie widzę kompletnie żadnej zmiany w udach:(, jeansy opinają je tak samo… nie podoba mi się to;/ Od niedzieli rower. Rozkład ćwiczeń rozplanowany do poprzedniej diety został tylko planem, totalnie nie idzie mi wyrabianie tych limitów, stanęłam na 40 brzuszkach.
Znowu na diecie poprawiło mi się samopoczucie, mam więcej energii i chęci. Rozchorowałam się (przeziębienie)już z tydzień temu i mimo że nadal jestem chora (wieczorem miewam gorączkę) to czuję się dobrze. Dziwne…
Dzień zaczynam zwykle od kubka kawy ze słodzikiem.
Skrócony bilans:
1 dzień (15paź, sobota) – dla pozorów kupiłam batonik Lion ale nie zjadłam go!, 508kcal
2 dzień – 7zł na żarcie (jogurty i mleko niskotłuszczowe) 352kcal
3 dzień – 2,70zł herbata i woda, 470kcal
4 dzień (wtorek, dziś) 3-4zł na maślankę z biedronki i deser czeko. o małej zawartości tłuszczu „Satino 0,9%”, 495kcal

Jabłka i 1 maślankę przywiozłam od rodziców. Nie mogę się doczekać, kiedy do nich pojadę i się zważę, niestety kołata mi się w głowie myśl, że nie mogę się doczekaś bezkarnego i usprawiedliwionego obżarstwa (bo i tak nie mam szans przy rodzicach się odchudzć, to po co się hamować…?) no i mufinków, na które przepis moja mama chce wypróbować…

Popadam w skrajności, trzymam ścisłą dietę albo obżeram się do upadłego – wystarczy pretekst… Najchętniej sięgam po słodycze za co płacę coraz częstszym bólem zęba (w tym tygodniu idę na tortury…)
Od jutra Dieta Baletnicy. Trwa 10 dni, obiecuje utratę ok 10 kg i jest wystarczająco ekstremalna i dziwna abym zechciała jej spróbować:)
Jadłospis:

1, 2 -Pierwsze dwa dni pijemy tylko wodę lub kawę bez cukru, możliwe jest dodanie mleka ale beztłuszczowego.

3, 4 -Kolejne dwa dni jemy tylko serek biały, serek wiejski, jogurt naturalny, homo naturalny

5, 6 -Następnie możemy zjeść ziemniaczki w mundurkach, też przez 2 dni.

7, 8 -2 dni kolejne jemy tylko białe gotowane chude mięso

9, 10 -Na koniec 2 dni jemu tylko warzywa. (przede wszystkim zielone, sałata, ogórek, brokuły)

Sprawdziłam swoją wytrzymałość – umiem przeżyć dzień na kawie-herbacie ze słodzikiem. Wyżuliłam od rodziców garnek do gotowania ziemniaków. Zastanawiam sięjeszcze tylko, co zrobię z jajkami w lodówce (może to przejdzie zamiast mięsa…?) Ta dieta nasówa mi 2 poważne dylematy…

- czy można pić kawę w inne dni niż 1 i 2?

- czy trzymać się swojego limitu 500kcal?

Rozpisuję też ćwiczenia (płaski brzuch, prosty kręgosłup i chude uda)

codziennie: wymachy rękoma, mostek, rozciąganie i prostowanie się maxymalnie często

1 – 20 brzuszków, 10 przysiadów,

2 -  40 brzuszków, 10 skośnych, 15 przysiadów,

3. – 60 brzuszków, 15 skośnych, 20 przysiadów,

5. – 80 brzuszków, 20 skośnych, 20 przysiadów,

6. – 100 brzuszków, 20 skośnych, 30 przysiadów,

7.- 120 brzuszków, 25 skośnych, 30 przysiadów,

8. 150 brzuszków, 25 skośnych, 30 przysiadów,

9. 180 brzuszków, 30 skośnych, 40 przysiadów,

10. 200 brzuszków, 30 skośnych, 40 przysiadów,

Waga z dziś 46,4kg

Jedzenie nałogiem

5 komentarzy

Dałam sobie dzień luzu, z okazji przyjazdu mamy (i tak nie widziała większości zżartych rzeczy…) i dla ogólnego odstresowania i zapobiegnięcia napadom. W efekcie zaczęły mnie boleć zęby od słodyczy, natomiast żołądek, który chyba już przestawił się na mniejsze ilości jedzenia bardzo mi ciążył gdy się przejadłam, czasem aż mnie brzuch bolał. Uczycie zmęczenia, braku sił i duszności (?) po przejedzeniu. Jednym słowem mój organizm czuje się lepiej na diecie.
Po owym „tłustym piątku” nie mogę się pozbierać i wrócić do diety, na coś się skuszę i leci lawina, nawet dziś gdy byłam tak blisko zmieszczenia się w swoich 500kcal musiałam jeszcze żreć… choć nikt mnie nie zmszał (już wykręcam się bólem zęba, który czasem się odzywa) Wiedziałam, że w stanie przejedzenia będę czuła się źle – faktycznie się męczyłam pomimo to wpieprzałam…
Zachowuję się jak jakiś Anonimowy alkoholik po nieudnej terapii – wiem, jak powinnam postępować ale daję sobie luz, który sprowadza lawinę… dla AA abstynencja, dla mnie dieta. Jedzenie jest moim nałogiem… bo jak inaczej wytłumacyć świadome szkodzenie sobie przez obżarstwo dające pogorszenie samopoczucia i marnowanie pieniędzy?
Dziś wyrażnie, w słońcu zobaczyłam, jakmi się włosy łamą, przy czesaniu dosłownie kruszą się z nich 1-3cm kawałeczki… 
Myślę o jakiś dobrych witaminach…
Mimo wszystko chyba odrobinę schudłam bo mi cycki odobinę zmalały…
Ostatnio lubię się odmóżdżać oglądając My little pony friendship is magic… chyba dziecinnieję…



Ot chciałam sprawdzić, o co chodzi z popularnością kucykowych obrazków i… wciągnęłam się;p
Chciałabym być perfekcyjna ale na razie na chceniu się kończy… no może udało m się trochę zapuścić paznokcie;)

  • RSS