wymarzone-nogi blog

Twój nowy blog

Start

3 komentarzy
w skrócie:
mam plan działania
zaczynam od dziś (edytuję i dodam bilans)
udało mi się przybrać w cyckach (głupia, przed dietą!)
jutro Was poodwiedzam
przeprowadziłam się
brak kuchni i ohydna nieromrażana od x czasu lodówka sprzyja diecie
zajęty wrzesień też
bedę pisała pamiętnik w zeszycie ze ślicznym kotkiem
:)
What is your weight? 47kg
 
How many calories do you plan to eat per day? 500kcal
 
How active are you? średnio ale codziennie

Losertown wygenerowało tabelkę, jak szybko schudnę
Day Weight Calories Used Your Calorie Deficit
09/07/2011 45.91 1887.93 1387.93
09/14/2011 44.66 1868.55 1368.55
09/21/2011 43.43 1849.45 1349.45
09/28/2011 42.21 1830.6 1330.6
10/05/2011 41.01 1812.02 1312.02
10/12/2011 39.83 1793.7 1293.7
10/19/2011 38.66 1775.64 1275.64
Mniej więcej 10 października powinnam ważyć 40g

Ostatnio miałam koszmarnego pecha… okoliczności zmusiły mnie do spędzenia godziny z widokiem na byłego, nic nie załatwiłam, pobłądziłam bo przekręciłam nazwę ulicy, kupione rzeczy okazły się nietrafione (i drogie, bo mój ulubiony sklep zrobił sobie wakacyjną przerwę…), zapmniałam kluczy, na obiad danie niewarte swojej ceny i tuczące, uwierzycie, że to wszystko w jednym dniu…? Dziś zżarcie z ojcem z powodu nieumiejętności oddychania przy skakaniu na skakance (że jestem gówniara bo nie chcę złuchać „cennych rad” i nie chcę próbować ich stosować. Już się cieszyłam, że po 100 skokach nie dostałam zadyszki… Takimi drobnymi kłótniami, drobnymi słowami od dzieciństwa budowali we mnie przekonanie, że co nie zrobię będzie źle, że jestem niedoskonała, że nic nie ptrafię zrobić DOBRZE. A potem zdziwienie i pretensje o pesymizm i o to, że czasem nawet nie próbuję…  -…dostałam 4 ze sprawdzianu. – „Cieszę się ale wiem, że ty zdolna jesteś i mogłabyś dostać 5″ Stały tekst od podstawówki do matury… I co, z tego, że sprawdzian był trudny i jako nielczna dostałam 4…? Po głupim zmywaniu naczyń słyszeć cały wykład, jakby to można robić lepiej, mniej nachlapać i lepiej ułożyć, a potem pretensje, że nic nie chcę robić… Wyrywają po małym piórku ze skrzydeł, to takie delikatne i rozległe w czasie… Nie wiedzą, jak przyczyniają się do wewnętrznego wypalenia… Nieudane związki wyrywają garściami, a potem też, po piórku… Na pocieszenie poszukałam tinspiracji…
wtorek, 2 sierpnia:
46,3kg w ciągu dnia
skakanka 300
brzuszki 20

środa:
skakanka 120
dużo chodzenia

Blians dnia dzisiejszego czwartek:

Waga na czczo: 46,7kg
Skakanka: 300
brzuszki zwykłe:25+25+25+25=100! (edit udało się^^)
Tak dużo brzuszków w ciągu niecałej godziny, jestem w szoku, jak chcę to potrafię… jak będzie 100 to mogę coś zjeść (może mi się odechce jeść od wysiłku, mże jutro mięśnie będą boleć i apetyt popsują…?)

mój ulubiony, idealnie obrazuje to, co mam i co chciałabym mieć…

tu nogi jakieś nie proporcjonalne albo źle fotka zrobiona ale ładna przerwa między udami

ładne uda, strój i włosy

idealne uda i brzuch

Znów…

4 komentarzy

Raz bawiłam się w diety raz obrzerałam, ostatnio jestem często u rodziców i jem, co mam ochotę. Ważę ok 46,3kg na czczo. Siódemkę z tyłu widzę gdy się nażrę lub nałapię wody. U dermatologa byłam, używam jednego specyfiku, bo na drugi chyba mam alergię (albo skóra nadwrażlwa się robi po płynie do mycia twarzy, który miło odświerza) Powalających efektów nie ma. Egzaminy pozdawane. Kręgosłup nadal krzywy, uda obleśne, brzuch wywalony. Ludzie się na mnie gapią, gdy idę muszę to robić wyjątowo dziwnie albo też spódniczka mi się podwija o legginsy, albo coś mi gdzieś wystaje, marszczy się… niezdara w spódniczce – darmwy cyrk. W spodniach widać tłuste uda i brak talii, spódniczka dobrze kłamie…
Zaczęłam skakać na skakance (od 100 do 450 powtórzeń dziennie w seriach po ok 100), czasem zrobię kilka brzuszków (rzadkość). Polecam ruch, od samego skakania schudłam prawie 1 kg (a może udało mi się tym utrzymać efekt którejś krótkiej diety?) Założyłam sobie coś w rodzaju albumu o modzie, gdzie publikuję swoje zdjęcia, miało mnie to motywować do dbania o sylwetkę i promowć talenty, których nie posiadam. Sama moda aż tak mnie nie kręci… Wiecie, co… umiem tak ustawić aparat i ustawić się, że sylwetka wychodzi ładnie, na moment wciągnąć brzuch i wyprężyć się, a uda zakryć odzieniem bądź uciąć. Do tego troszkę Photoshopa. Efekt – więcej czasu spędzonego przy komputerze zmiast np na ćwiczeniach… Wirtualnie jestem znośna, w realu straszę… Zamiast działać chodzę i myślę. I klnę. Czuję się z sobą źle… Idę poskakać i zobaczyć, co u Was…

Żrę i utyłam do punktu wyjścia 47kg dziś rano naczczo… Wybieram jogurty 0,05% z Tesco i mleko 0 lub 0,5%, do tego kaloryczne płatki, i czekolada. Na żarcie tracę dużo pieniędzy i czasu. Usprawiedliwienie? Mam sesję, potrzebuję energii do nauki, pocieszenia po stresującym egzaminie i pełnego żołądka, żeby głód mnie nie rozpraszał… Oczywiście ćwiczyć mi się nie chce, szczególnie jak jestem nażarta…  Brzuch mi znów wywaliło, jak 2 miesiąc ciąży do tego nie wiem dlaczego kostka spóchła (już nie boli ale nadal nieestetyczna, lekarz nic nie powiedział bo nie wie), przymus nauki przyprawia mnie o wściekliznę, nie umiem się skupić bez kawy tylko chodzę nabuzowana i szukam żarcia i innych pretekstów do nieuczenia się… Skończył mi się darmowy dostęp do interneetu;/
Uda znów grube i tłuste, nie wiem, czemu wydawało mi się, że schudłam – bo bluzki xs nie są mi przyciasnawe? Rozmiary kłamią… Jedyną pożyteczną rzeczą, którą w ostatnim czasie zrobiłam było kupienie tabletek  antykoncepcyjnych na wzrost biustu. Najpierw cel nr 1: schudnąć do 40 kg i mieć zgrabne nogi! Pewien znajomy, z którym znów zaczęłam się spotykać mnie tuczy – zaprasza  do siebie i kusi smakołykami myśląc naiwnie, że  mi w cycki pójdzie… Przez niego kilka dni dietowania poszło się powiesić…

  • do następnego okresu (początek sierpnnia)  schudnąć do 40 kg żeby zacząć brać tabletki ( od jutra dieta)
  • prostować kręgosłup (dziś śpię na poduszce- rogaliku)
  • zdać pozytuwnie egzaminy ( drukowanie materiałów do nauki w toku…)
  • zapisać się do dermatologa zawalczyć o normalną skórE ( jutro się rejestruję)

Dopóki choć w części tego nie zrealizuję to  znikam – żadnych blogów i forum, nie zasługuję na to i nie pasuję, głupio mi pisać pod postem 300kcal, że zjadłam prawie tabliczkę czekolady i stertę kalorycznych rzeczy…

Kurde! dlaczego niczego nie jestem w stanie zrobić?! mam energię i siłę, wewnętrzne rozproszenie, rozkoarzenie, stres (strach?) chciałabym robić tysiąc rzeczy, a nie potrafię niczego… jestem wszystkim czyli nikim, ten stan pogłębia moją irytacje i rozdrażnienie.. nie chce mi się nawet bilansów zaległych pisać… wczoraj było 30 przysiadów. Nie wiem, co jest nie tak serce mi za szybko bije, może dlatego, że ostatnio nadużywałam kawy?
Raz się obżerałam, raz trzymałam dietę i… schudłam, założyłam czarne
rajstopy, nową spódniczkę przed kolano i cieszyłam się nogami modelki
przechodząc koło każdej szyby, lustra, samochodu z błyszczącym
lakierem… brzuch mi zmalał, troszkę cera się polepszyła i.. jestem teraz u
rodziców i wszystko jeb$%%! bo i tak nie uniknę posiłków z rodzicami,
smażonego mięsa i masła do chleba… i tak bym przytyła…
więc objadam się bezmyślni nawet czekoladą…
obżeram
się też na pocieszenie/stłumienie stanu rozkojarzenia, pomaga ale zaraz dodaje irytacji bo wiem, żę od tego utyję…

czułam, że schudłam… faktycznie w piątek ważenie (w ciągu dnia po południu)
45,5kg <radocha>
dziś ( niedziela po śniadaniu)
46kg <kurwa…>
jeszcze miary wzrostu mi brakuje aktualnej (bo chyba urosło mi się)

Dziś się biorę za siebie, unikam żarcia… idę na rower!

śniadanie:
herbata z miodem
kalarepka

Ojej…

4 komentarzy

Było nawet ładnie chwilami… mam nawet wrażenie, że mi nogi schudły – oststnio tylko spódniczki/sukienki noszę:) Przestaję czuć głód ale i tsk się obżeram z łakomstwa… w sobotę miałam plan cherbata-miód-sucharki ale dałam sobie luz bo czułam się okropnie zmęczona,  miałam się uczyć, pomyślałam, że żarcie odżywi mi mózg – faktycznie poczułam się lepiej a do tego zmieniłam zawartość przewodu pokarmowego na nową:) w ramach „jedz co chcesz” pożarłam nawet tabletki z witaminami i tran… w niedziele miał być dukan ale… poszłam na piknik:( z zamiarem jedzenia tylko protein ale dałam się skusić na lody (czekoladowe – dni bez się zerują…) a potem jadłam więcej, niż towarzystwo ot tak bo było, nie byłam głodna (zwykle). Dziś od nowa proteiny – co 3 godziny jem, muszę wymyślić plan na jutro, żeby nie jeśc byleczego… w bilansie piszę wszystko – żarłaś to się teraz wstydź

3czerwca piątek
MUSLI gołe:
250ml maślanki 44kcal/ml 110kcal
łyżka płatków owsianych 45kcal
2 krople aromaty grejpfrutowego 4kcal (?)
kaloryczność musli gołe: 159kcal
—-
2x musli gołe 2x159kcal=318kcal
2x „plaster” arbuza 2x63kcal=126kcal
kawa z łyżeczką miodu 39kcal
i 3 kroplami aromatu 6kcal
sok z pół cytryny do herbaty 14kcal
sucharek 41kcal
SUMA: 544kcal

4czerwca sobota
3x kawa z łyżeczką miodu i 3 kroplami olejku
sucharek + cherbata z łyżeczką miodu
2x herbata czarna z 2 łyżeczkami miodu
płatki owsiane ok 150g
miska kaszki bananowej duża
tran 6 tabl (!)
paczka suchaków bez cukru
ryż (50g suchego)

5czerwca niedziela
miał być Dukan…
100ml czarnej cherbaty z miodem
1 wątróbka drob. gotowana
ok 200g lodów wanil-czeko
3 plastry pomidora
2x kanapla złożona: ser feta, 2 plastry pomidora, liść sałaty
1 kanapla jak wyżej + majonez i cebulka
1litr maślanki z Biedronki 31 kcal/100ml
ok 100g słodkiego owocwego jogurtu
150g serka waniliowego słodzoego
0,5l napoju ice tea

6 czerwca poniedziałek
9:00
2 małe wątróbki drob. gotowane ok 173kcal
12:00
2 wątróbki  ok 173kcal
15:00
kefir kościan 0% 144kcal
18:30
kefir kościan naturalny 200kcal
21:30
zielona herbata, kawa z olejkiem grejpfrutowym (6kcal)
suma: 696kcal

Widziałam dziś studentkę z idealine płaskim brzuchem, ogólnie bardzo szczupłą w talii, ze stosunkowo dużym biustem – pewnie nie miała pojęcia, że jest moją dzisiejszą thinspisacją i dzięki niej cieszyłam się dokuczającym głodem:) Nawet miałam ochotę zacząć robić brzuszki;p Rozglądam się za niedrogą wagą kuchenną – wkurza mnie, że nie jestem w stanie określić kalorycności wielu rzeczy, wczoraj np arbuza. Co z tego, że jest ok 500kcal skoro to tylko moje grube szacowanie? Wcale się nie cieszę:(( Najchętniej poszłabym już dziś na poszukiwania wagi ale usiłuję się uczyć (i tak się teraz  nie uczę ale chcę dać sobie taką sansę) Od dłuższego czasu marzyłam o wadze, takiej jak w domu, płaskiej, lekkiej i dokładnej… Ważenie byłoby wspaniałą motywacją, ciekawą zabawą, zajęciem czasu i odwróceniem uwagi od jedzenia:)
Wczoraj kupiłam śliczną, za kusą spódniczkę o której jakiś czas temu pisałam. Muszę ją nosić ciut poniżej talii (i pod czymś, żeby nie było widać, że jest za nisko złożona), z leginsami żeby wyglądać w niej jak człowiek – motywacja to pracy i rzecz „do noszenia od zaraz” w jednym, super zakup:) W aptece (właściwie to taka drogeria) udało mi się kupić Ziaja rozgrzewającą, taką jaką chciałam mieć od założenia tego bloga – ma wspaniałe opinie na Wizaż.pl. W Biedronce kilka rzeczy do diety i pół arbuza, którego trochę zjadłam, resztę zmroziłam, żeby nie kusił;p Rozrzutność? Inwestycja w wygląd, coś co mi da szczęście na dłużej niż tylko na chwilę, jak np czekolada (wczoraj mi się nudziło – zobacz efekt;p)
Wczorajsza dieta zgodna z planem (jedzenie co 3 godziny „musli” lub przekąski), czasem zamieniam w czasie miejscami posiłki (np musli z przekąską). Do bilansu nie wliczam herbaty/kawy bez cukru ani kaloryczności witamin/leków (biorę codziennie). Dzisiejsze menu starannie zplanowane i prawie zrealizowane, pod znakiem zapytania stoi tylko marchewka (1, 2 czy 0?). Jutro dieta arbuzowa (klasyczna) lub sucharkowo-miodowo-herbaciana). W wolny dzień trzeba zaszleć i wybrać dietę, która byłaby kłopotliwa przy ludziach (wcinanie np arbuza na zajęciach, dziwne komentarze przy konsumpcji samej marchewki/sucharków/sałaty – nie dziękuję;p)

1czerwca środa

musli b 185kcal
marchewka 12kcal
musli b 185kcal
marchewka 12kcal
2 kawały arbuza (1,5 plastera z ilewazy.pl?)  189kcal
ok 150 ml maślanki 66kcal
i łyżka pł ows. 45kcal
łyżeczka miodu do herbaty 39kcal
Suma 744kcal
Inne: Ziaja rozgrzewająca

2czerwca czwartek
kawa z dużą łyżeczką miodu 55kcal
MUSLI A:
łyżka pł ows ok 45 kcal
ok 100ml maslanki biedronka 44kcal
porcja arbuza ok 63kcal
porcja musli typu a – 152kcal

3x musli a,
2x marchewka 24kcal
porcja arbuza (175g?)
Suma-> 535kcal

Miałam od wczoraj być na diecie bananowej ale…
31maja wtorek
MUSLI:
łyżka pł ows ok 45 kcal
ok 100ml maslanki biedronka 44kcal
pół banana 57kcal
łyżeczka miodu 39kcal
185kcal
x3=555kcal (zjedzone dziś 2 porcje)
jabłko 69kcal
0,5l soku pomidorowego 100kcal
————
 a pod wieczór… ŻARCIE!

…zjadłam płatki czekoladwe kuleczki (pożegnanie z czekoladą) i lawina poszła… słodzoną cukrem herbatę, kaszkę, ryż i pełno innych bezsensownych kalorii… żałuję, że nie kupiłam zamiast tego  dobrej jakości czekolady/batonika kcal tyle samo, a królewskie pożegnanie byłoby lepsze dla psychiki… była tylko łaciata z Biedronki, nieszczęsne cukierki z masy czekoladopodobnej i kuleczki z wczoraj. Już za późno bo…
Dziś jest 1 czerwca – idealny termin na rozpoczęcie liczenia wszystkiego, co ma mi dać idealną sylwetkę, więc od dziś:

  • Nie jem czekolady!
  • Zero cukru i sztuczności – buzia (ryj) jak pole minowe trzeba to zmienić!

  • Dieta! Tym razem liczę godziny – 3 godziny to „więcej” niż „dieta zaczęta dziś o 8:00 rano”. Większa cyferka to większa motywacja. Postanawiam trzymać dietę do wizyty u rodziców -> 200 godzin (8 dni i 2 godziny). Zasady: jeść co 3 godziny, 1 posiłek max 200kcal (im niej tym lepiej), przekąska max 50-70kcal, codziennie zjeść jakiś owoc/warzywo, oszczędzać miód!

Twój Strażnik Fitnessedit


  • Ćwiczyć! Codziennie się wysilić (przysiady, rozciąganie, rower…)

  • Być silna!!!

  • Utrzymać chudość u rodziców!

Nie będę pisała, że ostatnio mi się nic nie chce, także się uczyć, letarg, obojętność, brak ochoty na cokolwiek, niezadowolenie, żałosny stan odrętwienia… muszę się z tego wyrwać, bo znów będzie bezmyślne żarcie, które nie służy nawet przyjemności… bo w tym stanie byle gówno sprawia, że się poddaje temu, co jest w danej chwili najłatwiejsze zamiast trzymać się swoich postanowień! Idę umyć głowę, poćwiczyć, pójdę na zakupy, może z nudów zrobię jakieś motywujące obrazki, może zacznę fotografować to, co zjem…
Dopiszę dzisiejszy bilans

Jestem słaba… waga wraca jak bumerang, znów mam duży brzuch… ciąglę się łamię, beznamiętnie żrę… chciałabym coś z tym zrobić ale… popadam w jakieś wypalenie i obojętność, przestaję wierzy w diety, chciałabym jakiejś się trzymać ale czuję bezsens… nie wiem jaką wybrać, powinam wrócić do tego, co jadłam gdy schudłam do 43,8kg (jedzenie co 3 godz co chcę ale tylko ok 100kcal), powinnam wrócić do diety sucharkowej, która sprawiła, że mój brzuch znormalniał… nie chce mi się nawet zapisywać tego, co jadłam np dzisiaj bo i tak już zchrzaniłam dodając za dużo miodu do herbaty… bo i tak dokładnie nie wyliczę ile to kcal…
ważenie piątek – ok 47kg
wczoraj złamałam się i zjadłam cukierka w czekoladzie… potem chyba ze 4 jeszcze…
a byłby już niedługo miesiąc… do tej pory ilość dni nieczekoladowych skutecznie motywowała mnie do hamowania się…
od 3 maja do 28 maja włącznie -> 28 dni bez czekolady
od 1 czerwca (żeby było łatwo liczyć) znów zaczynam odwyk

ostatnio mi dieta nie wychodzi…
w sobotę zjadłam malutko i zdrowo festyn sprzyjał niejedzeniu ale po
festynie był stół z wędlinami do dyspozycji… wszyscy się rzucili, mnie
też poniosło…

w ostatni wtorek miały być tylko proteiny ale
pod koniec dnia skusiłam się na musli, wieczorem wyjście „na miasto”
mogłam skorzystać z hojności znajomego … pączek, 2 piwa, wielki deser
lodowy i frytki

ogólnie dni „na diecie” przeplatają się z dniami
obżarstwa, w których staram się opychać tylko mało tuczącymi rzeczami
ale wychodzi mi to różnie… coraz trudniej mi tzymać się ustalonych granic…  każda okazja dobra do zwolnienia się z
diety: wizyta u rodziców, perspektywa badań lekarskich (aby w wynikach
nie wyszło, że się odchudzam), pocieszenie…
Efekt?
Bilans się
wyrównuje, ciągle kręcę się koło 47kg, przestaję wierzyć w diety bo
przez dni obżarstwa nie wiem, która (i czy w ogóle) mi pomogła…
Raz
mam zryw i robię przysiady raz się lenie zupełnie, ciągle nadużywam
miodu, jedzenie cukru przestaje ruszać moje sumienie, tracę kontrolę,
stoję w miejscu zaczynam ale nie potrafię być konsekwentna…

Po obżarstwie u rodziców (mama zauważyła, że jem więcej niż zwykle) znów weszłam na drogę diety i co ciekawe, zaczęłam ćwiczyć przysiady, ot tak z dnia na dzień, mam zakwasy ale jestem  siebie zadowolona^^ Dziś mija 2 dzień diety bananowej >tutaj opis< jest w niej wszystko, co kocham jeść, jest słodka, chodzę głodna ale dzięki temu na „posłek” jest pyszny, docenia się jego smak, je się w skupieniu i z radością, zwykłe jabłko wywołało uśmiech, delektowałam się jego słodkim smakiem jak w reklamie;p Było trudno, gdy znajomi jedli przy mnie śniadania i słodycze ale za to jest satysfakcja:) żal mi zepsóć bilns równy z menu diety ale powinnam zjeść resztę maślanki bo od jutra dieta cytrusowa (owoce już kupione, przeleżały w lodówce już swoje planowałam cytrusową ale banany miały krótszy termin leżalności). Wakacje coraz bliżej, coraz częściej cieplejsze dni, muszę działać TERAZ, żeby nie płakać później… nasłuchałam sie też niedawno rozważań na temat mojego braku biustu – wniosek jeden, jak najszybciej schudnąć i zacząć brać tabletki na biust… mam mało czasu, znajomi muszą mnie widzieć „w trakcie” aby nie doznali szoku. Trzeba o siebie zadbać, zewnętrznie i intelektualnie, muszę być w czymś Dobra, nawet Bardzo dobra, pogłębić swoje zainteresowania. Marzę o Kimś na poziomie (inteligęcja, dbłość o wygląd, zasady)  z ambicjami, jak wiadomo podobieństwa się przyciągają, więc jeśli chcę być wymagająca to sama muszę osiągnąć pewien poziom. Miałam chudnąć… ale to mnie nie uszczęśliwi samo w sobie, perfekcja to więcej niż wygląd to też charakter i styl życia. Widziałam swój ieał w komunikacji miejskiej…. miałam szansę go poznać, poskąpiłam uśmiechu – zniknął. Chciałabym go jeszcze spotkać i poznać bliżej… Jestem wyjątkową szczęściarą – mam cuda na wyciągnięcie ręki ale albo nie łapię albo złapię i wypuszczam przez swoją głupotę… zawsze wszystko zjebię… chciałabym złapać szczęście i…. mieć… trzymać… nigdy nie wypuścić…  zieniam szablon bloga na bardziej pasujący do nowych celów.

Bilans kilku dni:
Dieta:
wtorek 10maja
śniadanie
kawa (łyżeczka fusiastej) z syropem filiżanka
herbata z. z miodem kubek
4 sucharki
II śniadanie duży jogurt Zott
obiad
3 jajka na twardo
podwieczorek
2 szaszłyki (żeby w badaniach krwi nie wyszło, że się odchudzam)
herbata
kolacja
1 grejpfrut
herbata z miodem
orzechy włoskie

środa 11maja
do ok 12:00 nic (badania)
obiad
sucha bułka
kefir kościan zwykły duży
podwieczorek
koktajl witaminowy
herbata z miodem
kilka sucharków
później sok Pycholandia (upał mnie zmusił)
obiadokolacja
mizeria
ziemniaki z boczkiem (witaj, domu!)
kawałek wątróbki
podjadanie
rodzynki, mleko w proszku, miód, maślanka

[żarcie]


15maja niedziela

śniadanie
kanapka z sesrem ze szczypiorkiem + herbata +miód
dieta
kubek herbaty z łyżeczką miodu + sucharek bez cukru } razy 5

16maja poniedziałek

śniadanie
2 wątróbki +sucharek+miód+witaminy
II śniadanie
sucharek
obiad
1/3 maślanki
podwieczorek
banan+herbata (bez miodu)
kolacja
herbata+miód+pół cytryny+1 orzech włoski+witainy
Ćwiczenia: przysiady 40+40=80!!!

17maja wtorek

na śniadanie, obiad i kolacja
musli (łyżka płatków owsianych, pół banana, łyżeczka miodu, ok 200ml maślanki)
na II śniadanie i podwieczorek
jabłko
+herbaty bez miodu
Ćwiczenia: przysiady 30+30=60

18maja środa
jak wczoraj
+reszta maślanki 2/3 litra :(
Ćwiczenia: przysiady 40+ [dopiszę]


  • RSS