Wstyd mi opisywać przebieg diety baletnicy… zawsze się złmałam i nażarłam mimi tego, że przepełniona czułam się strasznie i miałam duszności, bywałam u rodziców, gdzie też się przeżerałam. Nic nie schudłam. W piątek zważyłam się w ciągu dnia i było…. 47,5kg! Przeraziło mnie to, mimo, że waga-nie-naczczo może kłamać. Nie mogłam się należycie zwarzyć bo waga u mnie w domu stoi w pokoju, gdzie ciągle chodzą i widzą inni domownicy – nie chcę żeby np matka widziała ile ważę i rozpoczęła swoją gadaninę…
Wymyśliłam nowy sposób na dietę – do limitu 500kcal dołożyłam limit pieniężny 5zł dziennie przeznaczyć na jedzenie, można mniej ale nie więcej! Za 5zł sobie krzywdy nie zrobię, chyba, że kupiłabym litr oleju, słoik masła orzechowego, kilo płatków lub 10 bułek… nawet gdybym tak zwariowała to raczej nie dałabym rady tego w 1 dzień zjeść;p
Zamiast zżerać pieniądze odłóż i kup sobie coś fajnego i trwałego w każdym tygodniu
.
Za tyle ile wydałabyś na zbędne żarcie bez żadnej diety.
Ja traciłam średnio kilkanaście zł/dziennie. Wydałam 100zł – na pasek, szalik i torebkę (ta ostatnia jest wspaniała i piękna!).
Po bluzkach widzę, że chudnę, szczególnie po takiej jednej, którą kupiłam w piątek i okazała się przyciasnawa (wzięłam xs), teraz leży ładniej. Niestety zawartość stanika też troszkę zmalała… Niestety nie widzę kompletnie żadnej zmiany w udach:(, jeansy opinają je tak samo… nie podoba mi się to;/ Od niedzieli rower. Rozkład ćwiczeń rozplanowany do poprzedniej diety został tylko planem, totalnie nie idzie mi wyrabianie tych limitów, stanęłam na 40 brzuszkach.
Znowu na diecie poprawiło mi się samopoczucie, mam więcej energii i chęci. Rozchorowałam się (przeziębienie)już z tydzień temu i mimo że nadal jestem chora (wieczorem miewam gorączkę) to czuję się dobrze. Dziwne…
Dzień zaczynam zwykle od kubka kawy ze słodzikiem.
Skrócony bilans:
1 dzień (15paź, sobota) – dla pozorów kupiłam batonik Lion ale nie zjadłam go!, 508kcal
2 dzień – 7zł na żarcie (jogurty i mleko niskotłuszczowe) 352kcal
3 dzień – 2,70zł herbata i woda, 470kcal
4 dzień (wtorek, dziś) 3-4zł na maślankę z biedronki i deser czeko. o małej zawartości tłuszczu „Satino 0,9%”, 495kcal

Jabłka i 1 maślankę przywiozłam od rodziców. Nie mogę się doczekać, kiedy do nich pojadę i się zważę, niestety kołata mi się w głowie myśl, że nie mogę się doczekaś bezkarnego i usprawiedliwionego obżarstwa (bo i tak nie mam szans przy rodzicach się odchudzć, to po co się hamować…?) no i mufinków, na które przepis moja mama chce wypróbować…