Wczoraj zasnęłam płacząc… że takie coś jak ja nie ma dostępu do serc chłopaków inteligentnych, szanujących siebie i kobiety, z zasadami i pasją… na wysokim poziomie. Nawet nie uważają mnie za kobiete tylko za znajomą, kumpla lub powietrze… Podobam się tylko facetom płytkim i nudnym , nie mającym nic do powiedzenia… swoje w życiu przeszłam, pragnę kogoś, kto mnie zrozumie i pociągnie wyżej… pozwoli zapomnieć o przeszłości, rozweseli i zaaakceptuje… o silnym charakterze… Taki ktoś rozstał się, trochę posmutał i… spotkał inny smutek, z którym stworzył radość, a ja jeszcze zbieram kawałki siebie i płaczę, płaczę, płaczę… Mój związek-nie związek milczał długi czas… dziś przemóił i sprawił, że znów się topię w morzu łez,  ma mnie dość, chce… sam nie wie czego chce… ostetecznie spełniłam prośbę, a właściwie żądanie o czas na przemyślenie i dostałam kupę nadzieji… ciekawe, po co mi ją dał… żeby nie palić mostów i wrócić, czy żeby pogłaskać kotka, przed utopieniem… żeby był cięższy o złudzenia i szybciej poszedł na dno…?
Przeklęte prawo równowagi… gdy coś zaczyna się układać inne rzeczy się walą… nigdy nie za dobrze…
Liczby liczone o poranku…
kolano 35-33=2cm mniej
udo 49-46=3cm mniej;*
nad kolanem 36-33,5=2,5cm mniej
pod kolanem 31,5-29=2,5cm mniej (kurwa, tu miało być bez zmian!)

Waga: 49-46=3kg mniej
Bmi było 18,44
jest  17,31

Od jutra znów dieta, medytacja szczęścia nad ulubionym jogurtem, jedyna radość, któej mogę być pewna, sprawiedliwość, zasłużona nagroda…