Piątek. Nie wiem, czy jest sens pisać dietę i liczyć kalorie skoro to nie jest żadna dieta. Matka zauważyła, żę chyba schudłam bo spodnie luźniejsze:( W dom tyle smacznych i złych rzeczy… wszystko w zasięgu ręki, nie w sklepie, nie w markecie, tylko tu, obok… Myślałam ostatnio żeby sobie kupić letnią sukienkę przed kolano, taką śliczną, którą będę pragnęła założyć. Tylko…. czy to mnie nie zdołuje czy nie stwierdzę, że to niemożliwe albo nie nakręci za bardzo, że wpadnę w jakąś paranoje? Dziś po śniadaniu waga pokazała już 46,5kg :(
Bilans dnia:
Dieta nie
Ćwiczenia: 10 min intensywnie na rowerku
Przyspieszacz: Ziaja
Woda tak z cytryną
Zielona herbata tak

Jutro chcę jeść niezbędne minimum i kręcić się po kuchni dla niepoznaki, zaprzyjaźnić się z psem… dziś było wielkie obżarstwo, czuję się syta i cięzka:(

**************

Dziś (czwartek) ostatni dzień diety. Wracam do rodziców, a przy nich nie mogę dać po sobie  poznać, że się odchudzam bo będą robić problemy, które mi napewno nie pomogą w osiągnięciu celu… kolacja już musiała być „normalna”. Myślałam, że z kilogram schudłam, po kolacji weszłam na wegę, a tam… 46kg! Cieszę się z wagi (i to jeszcze w dzień dostania okresu!), jutro zmierzę nogi. Jedynym światkiem mojego schudnięcia jest śliczny, niedawno kupiony swetarek, nie był mi za duży ale też nie obcisły. Obecnie dekold jakoś mi się rozłazi. Gdzie schudłam? Chyba wszędzie po trochu, moje proporcje się nie zmieniły. Dobrze, że matka jeszcze niczego nie zauważyła, i że biust się trzyma. Boję się, że nawet przy figurze anorektyczki będę miała grube uda… A samopoczucie? nie wiem, czy szybciej się nie męczę ale to mogło mi się tylko wydawać. Nie lubię chodzić głodna, smutno mi, że słodkie ciastka, frytki i słodkie jogurty z płatkami w nieograniczonyc ilościjuż nie są rzeczami dla mnie, gdy się na nie skuszę to mam wyrzuty sumienia, że zaprzeczam sama sobie i depczę swoje marzenia. Ale są też dobre strony bo mały jogurt po 3 godzinach głodu smakuje inaczej niż gdybym go zżarła ot tak bo był pod ręką lub zżarła owego jogurtu pół litra. Delektuję się każdym gramem, cieszę gdy nadchodzi czas na przekąskę, planuję co mam ochotę zjeść, stoję w sklepie przed lodówką i myślę, czy bardziej ucieszy mnie bananowy czy wiśniowy smak. Liczę kalorie. Nawet gdy dzień jest do dupy to (przy zachowaniu zasad) co 3 godziny czeka mnie malutka radość, na którą mogę czekać. Moje myśli są zajęte, nie mam czasu na myślenie o rzeczach niemiłych lub nieważnych. Teraz sens ma nie tylko życie, nauka i jakieś dlasze cele ale tu i teraz, ta godzina, ta chwila. Ograniczanie jedzenia ma dla mnie wady i zalety ale podsumowuję to pozytywnie, nie myślałam, że to, co było katorgą może nie być wcale takie złe…

Moja waga

Martwię się, że mogę stracić swoją śliczną wagę w ten weekend, cała satysfakcja i wysiłek znikną… Ale też czytałam niedawno, że w dietach małokalorycznych trzeba co jakiś czas np raz w tygodniu zjeść więcej, żeby rganizm nie przesawił się natryb oszczędnościowy i nie przestał chudnąć (więc załamka w diecie co jakiś czas byłaby nawet wskazana…). W domu mam stary rowerek stacjonarny i gdy nie ma nikogo będę się do niego dobierać:)

Dieta:
herbata 4kcl
płatki cornflakes 30g (filiżanka czarna) 376kcl/100g  czyli 113kcl
jogurt naturalny ze zbożami 158kcl
kisiel z kaw. owocow 126kcl
—-kolacja—
herbata z miodem 48kcl
śledź solony kawałek ok 50g 109kcl(?)
garśc popcornu ok 150kcl(?)
kanapka razowa 95kcl
margaryna masmixo  10g w 530kcl/100g czyli 53kcl
ser biały 35g 211kcl/100g czyli 74kcl
—-
aktiplus Biedronka 79kcl
pieczywo chrupkie razowe 1 szt 54kcl

Suma mojej diety 534kcl
Suma z domową kolacją 1063kcl :(
Ćwiczenia 5 min intensywnego rowerku
Woda nie
Herbata zielona tak
Spalacz Eveline