Dałam sobie dzień luzu, z okazji przyjazdu mamy (i tak nie widziała większości zżartych rzeczy…) i dla ogólnego odstresowania i zapobiegnięcia napadom. W efekcie zaczęły mnie boleć zęby od słodyczy, natomiast żołądek, który chyba już przestawił się na mniejsze ilości jedzenia bardzo mi ciążył gdy się przejadłam, czasem aż mnie brzuch bolał. Uczycie zmęczenia, braku sił i duszności (?) po przejedzeniu. Jednym słowem mój organizm czuje się lepiej na diecie.
Po owym „tłustym piątku” nie mogę się pozbierać i wrócić do diety, na coś się skuszę i leci lawina, nawet dziś gdy byłam tak blisko zmieszczenia się w swoich 500kcal musiałam jeszcze żreć… choć nikt mnie nie zmszał (już wykręcam się bólem zęba, który czasem się odzywa) Wiedziałam, że w stanie przejedzenia będę czuła się źle – faktycznie się męczyłam pomimo to wpieprzałam…
Zachowuję się jak jakiś Anonimowy alkoholik po nieudnej terapii – wiem, jak powinnam postępować ale daję sobie luz, który sprowadza lawinę… dla AA abstynencja, dla mnie dieta. Jedzenie jest moim nałogiem… bo jak inaczej wytłumacyć świadome szkodzenie sobie przez obżarstwo dające pogorszenie samopoczucia i marnowanie pieniędzy?
Dziś wyrażnie, w słońcu zobaczyłam, jakmi się włosy łamą, przy czesaniu dosłownie kruszą się z nich 1-3cm kawałeczki… 
Myślę o jakiś dobrych witaminach…
Mimo wszystko chyba odrobinę schudłam bo mi cycki odobinę zmalały…
Ostatnio lubię się odmóżdżać oglądając My little pony friendship is magic… chyba dziecinnieję…



Ot chciałam sprawdzić, o co chodzi z popularnością kucykowych obrazków i… wciągnęłam się;p
Chciałabym być perfekcyjna ale na razie na chceniu się kończy… no może udało m się trochę zapuścić paznokcie;)