Dzisiaj [piątek] zobaczyłam sens tej całej walki i odmawiania sobie prawie
wszystkiego, co uwielbiam… Na wadze Przed śniadaniem, a po toalecie
zobaczyłam… 44kg! Ale nie to jest ważne, jestem bardzo praktycznie
nastawiona do życia, oceniam po efektach. Bałam się, że sylwetka się nie
zmienia i że zostanę szkieletem z grubymi udami. Cud się jeszcze nie
zdarzył, kolana niby ciut mniejsze ale bałabym się jeszcze założyć
spódniczkę przed kolano, najwyżej „równą” z kolanami. Uda nadal tłuste
ale troszkę schudły, dzięki czemu nieproporcjonalnośc całych nóg troszkę
mniej rzuca sie w oczy 9 jak na starych zdjęciach z nad morza, gdzie
ważyłam podobniej, jak teraz, niż jak zaczynałam prowadzić tego bloga.
Dzięki temu mogłam dziś po raz pierwszy założyć rurki i się nie brzydzić
swoich nóg przed lustrem. Ba! nawet je kupiłam:) Wybrałam model jeansów „pognieciony”, który cudownie marszczy mi się na za chudych łydkach dając wrażenie normalnych nóg, lustro pokazało nogi proporcjonalne, jak z moich thinspiracji… dreamc come true:) To, nic że przekupka trochę zawyżyła cene tych jeansów domyślając się, że będzie mi w nich dobrze… dwa tygodnie albo miesiąc temu przymierzałam jakieś gniecione jeansy, jak szybko je założyłam tak jeszcze szybciej, z obrzydzeniem zdjęłam… bez lustra widziałam, że coś nie tak w nich z moimi nogami. Dziś lepsze jeansy na lepszych nogach dały nowe światło na to, co wydawało się ciemne i szare…
Diety dziś brak, jedyne, co robię to trzymam się zasad diety na zdrową cerę oraz zjadłam pół grepfruta (za każdym razem piszę inaczej nazwę tego owocu…) Ubolewam nad zjedzoną wieczorem kaloryczną kaszką bananową ale chciałam babcie jakoś zachęcić, żeby zjadła pożądną kolację więc zjadłyśmy razem (ostatnio się źle czuła więc powinna o siebie dbać a ja o Nią).
Do rodziców przyjechałam w sukience, nie wzięłam żadnych spodni bo są mi zbyt luźne i byłoby widać, że schudłam. Jem przy nich normalnie (tzn dużo za dużo i znów boję się, że waga zacznie jechać do góry). Niejedzenie cukru i sztuczności zaakceptowane, mum zauważyła, że mam ciut lepszą cerę i zgadza się  z tezą, że to od niejedzenia cukru. Na sugestie upieczenia placka pomaga fraza „chyba nie chcesz, żebym straciła to co zyskałam przez męczenie się i niejedzenie cukru, wiesz jak lubię słodycze i chińskie zupki…”. mam nadzieję, że następnym razem uda mi się podobnie „wygładzić” niejedzenie białego pieczywa lub smażonego tłuszczu („dzięki  awokado i oliwie z oliwek zamiast frytek moja cera….”) Postanowiłam też wrócić wcześniej do miasta edukacyjnego aby mieć swięty spokój do nauki oraz… niejedzenia. Chciałam wracać z ciotką tylko boję się czy zrozumie moje antycukrowe nastawienie… to dla mnie chodząca jadłodajnia, której nie sposób odmówić…  Mam duży, napchany jedzeniem brzuch, aż się wypukły zrobił:( Nawet gdybym mogła nie zachowywać pozorów i jeść mało to i tak chyba bym nie wytrzymała mając tyle cudów w lodówce i na stole… Z przeżarcia nie mogę robić brzuszków;(( Pobiłam znów rekord przysiadów ( te sukcesy dają siłę!) chciałabym zrobić więcej ale znów coś kolano pobolewa boję się, że przesadzę…

Bilans dnia [piątek]:
Dieta: przeżarcie ale bez cukru, słodyczy i płatków kukurydzianych + pół graypfruta
Ćwiczenia: 40 przysiadów, 5 min spadającego hula-hop, godzina spaceru
Inne herbatka „na biust”
Kremik: Ziaja

Bilans sobota:
Dieta: przeżarcia ciąg dalszy, udało mi się zachować zasadę „bez cukru” nad tależem słodyczy u babci^^ od poniedziałki Skinny Girl
Ćwiczenia: 40+20 przysiadów
Inne herbatka „na biust”, witaminy
Kremik: Ziaja