wymarzone-nogi blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: sukienka

Cóż mam powiedzieć… dalej wrzucam w siebie dobre rzeczy w złych ilościach. Skinny Girl umarła a jej miejsce zajął PAsibrzuch… Miodu już tylko 1/4 słoiczka zostało… jedyny grzech ciężki to ok 200g frytek z mikrofalówki. Za karę mi brzuch sterczy… nowa sukienka jest mi ciasna (tzn taka na styk, trudno mi oddychać jak się w nią wcisnę. Wczoraj waga pokazała 46,2kg, dziś po śniadaniu 46,6kg… Przytyłam… Boję się, że weekend w domu (nie wymówię się od zakazanych smażonych potraw) i niedalekie święta(przymus żarcia jaj, wędlin i zakazanych słodyczy) moga mnie wrócić do wagi startowej… Wczoraj wykręciłam się od kolacji, zjadłam tylko podwieczorek, do tego przebierałam się przy matce, żeby pokazać jej się w nowej sukience efekt? Matka stwierdziła, że SCHUDŁAM i chciała mnie wgonić na wagę, udało mi się poprzestać na skłamaniu, że warzę ok 47,8 (schudłaś, było „8″ musisz zjeść coś tłustego na kolacje nie zjadłaś nic… itd). Wytłumaczyłam spadek wagi egzaminem i jakoś przeszło, wzięłam do pokoju puszkę tuńczyka w tłustym sosie, który stoi po dziś dzień. Boję się, że nie długo kłamstwo stanie się prawdą… obżeram się mlekiem i maślanką z płatkami kukurydzianymi (a w domu nie przejdzie mleko 0,5% tylko pełnotłuste…). tragedia… kolana nie są jeszcze idealne ale już nie boję się co będzie jak sukienkę mi wiatr podwieje, chcę nosić moją nowość przed kolano (choć tego troszkę się boję).  moje kolana są bardziej kościste i mniej straszą niż kiedyś… Mogę wreszcie  kompletować ciuchy w pewnym stylu, który od dawna mi się podobał (ale nie mogłam sie tak ubierać bo on wymaga pokazania kolan) Boję się, że stracę ten cudowny sukces… Dziś gdy nie było rodziców poszłam jeździć na rowerze stacjonarnym, po świętach zaczynam bezwzględnie Dukana. ostatnio jestem pełna energii ale nie potrafię jej ukierować na coś pożytecznego…. np na dietę, ćwiczenia, doskonalenie swoich umiejętności, szyciu rzeczy w nowym wymarzonym stylu, mam pełno pomysłów, chcę wszystko na raz, a nie potrafię się określić… Miałam się znów mierzyć ale boję się, że będzie więcej lub bez zmian i się załamię… biorę miarę, gdy będę pewna, że będzie mniej cm… Kupiłam niedawno duże hula-hop idzie mi tak samo źle jak z małym, będę polować na spodenki neoprepenowe w Tesco, od poniedziałku chcę wlaczyć, a od dziś (jak tylko będzie okazja) – ćwiczenia!

Bilans kilku dni:
Dieta:
wszystko, co dozwolone w ilościach nadmiernych + frytki
dziś jak wyżej ale + tłuszcz z domowych posiłków
Ćwiczenia:
raz hula-hop,
dziś rower stacjonarny i obiecuję coś jeszcze dopisać
D o p i s a n e : rower 20min :)
Inne:
herbatka „biust” (tylko wczoraj zapomniałam),
kremik Ziaja na spalanie tłuszczu (kończy się już, szukam czegoś innnego)

Rower…

7 komentarzy

Egzamin za mną, boję się, czy zdałam… coś napisałam kilka pytań jest ok czyli jest powód żeby robić sobie jakieś nadzieje na pozytywną ocenę… oby życie znów mnie nie rozczarowało… kiedyś byłam większą pesymistką i miałam miłe niespodzianki, a teraz… porażka. Znalazłam śliczną sukienkę, bez naramek, przed kolano, rozmiar 34. Obiecałam sobie, że jak zdam to ją sobię kupię ( to nic, że nie wiem na jaką niby okazję mi się przyda jest dość elegancka…) a jak nie zdam to oddam po kilku dniach bez śladów używania (można tak).  Przymierzyłam i się zachwyciłam:D Ładnie w niej wyglądałam, mimo, że trochę odsłaniała kolana (nawet one wyglądały ładnie, zastanawiam się teraz tylko czy to spełnienie pierwszego celu czy… magia sklepowego lustra) no i wreszcie mam konkretny rozmiar, nie żadne między 36, a 34 każde gdzieś za obcisłe lub wiszące… Mam rozmiar dokładnie 34 i jestem z tego dumna! Ale… po ostatnim obżarstwie… aż wstydzę się pisać jak usprawiedliwiałam się egzaminem… Po kolei… Wtorek utrzymałam jeszcze skiny (ciężko było na jabłkach…) w środę starannie zaplanowałam, co zjeść, żeby zmieścić się w limicie – jadłam zgodnie z planem, do którego tylko dodałam zakazaną kawę żeby nie zasnąć nad książkami ale… złamała mnie zupełnie wizyta u koleżanki… przyszłam, żebyśmy się wymieniły notatkami, ona koniecznie chciała mnie czymś poczęstować kawa? może tosta? jemy kolacje może też chcesz hot-doga? postawiła mi przed nosem miskę cukierków… zjadłam 1 i coś pękło… poszedł jeszcze tost, kilka następnych cukierków, chipsy i naastępna kawa. Wróciwszy do siebie dalej żarłam, w nocy nie spałam, ciągle jadłam dosłownie zjadałam stres. Nauka to doskonałe usprawiedliwienie ( przecież mózg trzeba odżywić, trzeba sie pocieszyć i nabrać sił żeby nie zasnąć…)  w piątek dzien mleka z płatkami kukurydzianymi i kawy. Piłam dużo kawy i nawet zaczęłam sypać do niej zakazany cukier. Wczoraj jadłam, na co miałam ochotę (nawet paczkę „delicji”) Dzisiaj praktycznie też… z rzeczy złych zjadłam batonika, kupiłam sobie wspaniałe mrożone ważywa ale zjadłam je z frytkami z zamrażarki… „skoro zjadłam już batnika to i tak złamałam zakaz trzeba zjeść frytki żeby się na skinny nie kusić…” Porażka… Może się obudzę jak owa wspaniała sukienka będzie mi za mała… i tak ją kupię i powiesze w widocznym miejscu, będę się męczyć tak długo aż nie wrócę do 34 – będę miała mobilizację…
Z rowerem nie wyszło… rodzice nie chcą mi pozwolić wziąć z domu roweru bo i tak go tu do windy nie zmieszczę (mają rację niestety…). O ewentualnym trzymaniu go w piwnicy mogę zapomnieć bo ostatnio były włamania do piwnic… Zostaje opcja chodzić na rower do ciotki i być zależna od jej widzimisie – wczoraj chciałam pojeździć ale ciotka stwierdziła że za późno za zimno i wiatr jest… (było ciepło i jeszcze starczyłoby słonca na 15 min jazdy…) nie chcę być znów od kogoś zależna! Cieszę się tu brakiem rodzicielskiej kontroli i swobodom stanowienia o sobie i mam wpaść z deszczu pod rynne?! Nie chcę tego… nie wspominając już, że u ciotki zmarnuję dużo czasu (zasiedzenie, zatrzymanie, zagadanie…) i zjem dużo kalorii (zawsze coś do jedzenia mi dadzą… a jak wrócę z roweru to NAPEWNO już będzie czas na kolacje albo inny posiłek, na którym będę musiała zostać…) co spalę na rowerze to dwakroć w siebie wrzucę… bezsens, kretynizm i wściekłość… Plan był taki genialny, o niebo lepiej jest pojeździć sobie rowerem niż pocić się przy ćwiczeniach. Przysiadów jestem w stanie zrobić max 40 powtórzeń, a rower da mi 40 MINUT ruchu. Myślałam o kupieniu sobie dużego hula-hop ale zanim się nauczę kręcić to sąsiedzi z dołu mnie pogonią jak będę ciąglę stukać kółkiem o podłogę… zesztą strasznie mnie to męczy 5 max 10 min próby kręcenia i umieram… Szukałam spodenek neopropenowych i nie znalazłam ale słyszałam, że w Tesco mają… w tym sklepie mają dużo ciekawych i tanich rzeczy… jak tam pójdę to pewnie kupię jakieś nieplanowane żarcie albo inne rzeczy i nigdy nie będę miała przy sobie jednorazowo całej kwoty potrzebnej na „zakup” sukienki. Ostatnio chciałabym wszystko mieć, za wiele rzeczy na raz (zarówno rzeczy materialnych, pięknego wyglądu, żarcia  jak umiejętności i wiedzy). Jestem chodzącą porażką i sprzecznością… Nie wiem czego chcę, gy byłam zajęta nauką miałam tysiąc genialnych pomysłów… teraz nie chce mi się nic… siły mi się kończą…
Bilans wtorek:
Dieta: Kcal<300 Skinny zaliczona:)
7 jabłek
pół grajpfruta
Ćwiczenia: przysiady 40+40
Inne: Ziaja, herbatka „na biust”

Bilans środa i reszta dni…

Dieta:
2/3 maślanki
Pół grajpfruta
kawa bez mleka i bez cukru
załamanie=wszystkożerność do niedzieli włącznie
Ćwiczenia: brak
Inne: kremik-brak, herbatkę tylko raz zapomniałam


  • RSS