wymarzone-nogi blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: waga

Raz się odchudzałam raz nie… ostatecznie odwróciłam kota ogonem i zaczęłam realizacje swoich celów od końca czyl od ukobiecenia sylwetki… stał się cud. Mój biust awansował z rozmiaru 32/34 (zależnie od wagi ale ogólnie deska, mniejsza niż A) na rozmiar A. W chwili obecnej już stanik A jest mi trochę ciasny, a B jeszcze za duży. To stało się w miesiąc. Próbowałam tabletek antykoncepcyjnych, ziółek z Allegro, tabletek sojowych na menopauze (nie śmiejcie się… byłam zdesperowana) Pomogła mi szyszka chmielu i być może też kozieradka. Zdiagnozowałam u siebie niedobór estrogenów, który uzupełniają wspomniane ziółka, zapewne moje braki są tak duże jak szybkie efekty mojej kuracji. Ponad to jem dużo nabiału (jak zwykle zresztą..). Przytyłam ok 1 kg, przestaje akceptować swó brzuch ale jednocześnie nie chce tracić / zatrzymywać wzrostu piersi. Marzenia o krótkich spodenkach też nie znikły, zwłaszcz gdy widzę dziewczyny o normalnych nogach w spodenkach… nie wiem, czego chcę…
Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego odchudzające Japonki po utracie kg nie dość, że nie gubią cycków to mają o kilka cm więcej w tym obwodzie… Nadal nie wiem, co oe robią ale wiem, co ja powinam robić – kontynuować…




194bw.jpg
 



187rl.jpg
 



188zh.jpg
 



189cu.jpg
 



190gn.jpg
 



192ta.jpg
 

 

8 marca 2011
47,0kg

Kuruję się i zawieszam dietę… było ciut mniej ale pomińmy to, chorowanie u rodziców tuczy. Dobija mnie już ten kaszel i rzężenie w płucach… Zauwżyłam, że mi się wąsik robi nie taki minimalnie dłuższy meszek nad ustami z boków ale ciemniejsze włoski, wyskubałam i zastanawiam się nad wcześniejszym braniem hormonalnych ziółek tylko jeśli ja zamierzam schudnąć to zgubię te biodra/piersi… miało być odwrotnie, a moze już zacząć, bo to i tak działa po jakimś czasie… powiecie idź do lekarza, nawet jeśli wziąłby na poważnie moje „mam za wąskie biodra, za małe cycki, początki wąsika i  przeczytałam w google, że mam objawy niedoboru kobiecych hormonów” to mi jakieś hormony zapisze i za bardzo sie boje skutkow ubocznych (guzki, tycie, cukrzyca)  i braku skuteczności…

Jeśli chcecie poczytać o naturalnych sposobach powiększania piersi to poczytajcie wiekszepiersi.phorum.pl Od konkretnych informacji aż głowa boli, trzeba duzo czasu i cierpliwości, żeby to ogranąc i dobrać sobie ziółka

Chcę być CHUDA ale o proporcjach KOBIETY, jak Japońskie modelki
 

Kurde! dlaczego niczego nie jestem w stanie zrobić?! mam energię i siłę, wewnętrzne rozproszenie, rozkoarzenie, stres (strach?) chciałabym robić tysiąc rzeczy, a nie potrafię niczego… jestem wszystkim czyli nikim, ten stan pogłębia moją irytacje i rozdrażnienie.. nie chce mi się nawet bilansów zaległych pisać… wczoraj było 30 przysiadów. Nie wiem, co jest nie tak serce mi za szybko bije, może dlatego, że ostatnio nadużywałam kawy?
Raz się obżerałam, raz trzymałam dietę i… schudłam, założyłam czarne
rajstopy, nową spódniczkę przed kolano i cieszyłam się nogami modelki
przechodząc koło każdej szyby, lustra, samochodu z błyszczącym
lakierem… brzuch mi zmalał, troszkę cera się polepszyła i.. jestem teraz u
rodziców i wszystko jeb$%%! bo i tak nie uniknę posiłków z rodzicami,
smażonego mięsa i masła do chleba… i tak bym przytyła…
więc objadam się bezmyślni nawet czekoladą…
obżeram
się też na pocieszenie/stłumienie stanu rozkojarzenia, pomaga ale zaraz dodaje irytacji bo wiem, żę od tego utyję…

czułam, że schudłam… faktycznie w piątek ważenie (w ciągu dnia po południu)
45,5kg <radocha>
dziś ( niedziela po śniadaniu)
46kg <kurwa…>
jeszcze miary wzrostu mi brakuje aktualnej (bo chyba urosło mi się)

Dziś się biorę za siebie, unikam żarcia… idę na rower!

śniadanie:
herbata z miodem
kalarepka

Dzisiaj [piątek] zobaczyłam sens tej całej walki i odmawiania sobie prawie
wszystkiego, co uwielbiam… Na wadze Przed śniadaniem, a po toalecie
zobaczyłam… 44kg! Ale nie to jest ważne, jestem bardzo praktycznie
nastawiona do życia, oceniam po efektach. Bałam się, że sylwetka się nie
zmienia i że zostanę szkieletem z grubymi udami. Cud się jeszcze nie
zdarzył, kolana niby ciut mniejsze ale bałabym się jeszcze założyć
spódniczkę przed kolano, najwyżej „równą” z kolanami. Uda nadal tłuste
ale troszkę schudły, dzięki czemu nieproporcjonalnośc całych nóg troszkę
mniej rzuca sie w oczy 9 jak na starych zdjęciach z nad morza, gdzie
ważyłam podobniej, jak teraz, niż jak zaczynałam prowadzić tego bloga.
Dzięki temu mogłam dziś po raz pierwszy założyć rurki i się nie brzydzić
swoich nóg przed lustrem. Ba! nawet je kupiłam:) Wybrałam model jeansów „pognieciony”, który cudownie marszczy mi się na za chudych łydkach dając wrażenie normalnych nóg, lustro pokazało nogi proporcjonalne, jak z moich thinspiracji… dreamc come true:) To, nic że przekupka trochę zawyżyła cene tych jeansów domyślając się, że będzie mi w nich dobrze… dwa tygodnie albo miesiąc temu przymierzałam jakieś gniecione jeansy, jak szybko je założyłam tak jeszcze szybciej, z obrzydzeniem zdjęłam… bez lustra widziałam, że coś nie tak w nich z moimi nogami. Dziś lepsze jeansy na lepszych nogach dały nowe światło na to, co wydawało się ciemne i szare…
Diety dziś brak, jedyne, co robię to trzymam się zasad diety na zdrową cerę oraz zjadłam pół grepfruta (za każdym razem piszę inaczej nazwę tego owocu…) Ubolewam nad zjedzoną wieczorem kaloryczną kaszką bananową ale chciałam babcie jakoś zachęcić, żeby zjadła pożądną kolację więc zjadłyśmy razem (ostatnio się źle czuła więc powinna o siebie dbać a ja o Nią).
Do rodziców przyjechałam w sukience, nie wzięłam żadnych spodni bo są mi zbyt luźne i byłoby widać, że schudłam. Jem przy nich normalnie (tzn dużo za dużo i znów boję się, że waga zacznie jechać do góry). Niejedzenie cukru i sztuczności zaakceptowane, mum zauważyła, że mam ciut lepszą cerę i zgadza się  z tezą, że to od niejedzenia cukru. Na sugestie upieczenia placka pomaga fraza „chyba nie chcesz, żebym straciła to co zyskałam przez męczenie się i niejedzenie cukru, wiesz jak lubię słodycze i chińskie zupki…”. mam nadzieję, że następnym razem uda mi się podobnie „wygładzić” niejedzenie białego pieczywa lub smażonego tłuszczu („dzięki  awokado i oliwie z oliwek zamiast frytek moja cera….”) Postanowiłam też wrócić wcześniej do miasta edukacyjnego aby mieć swięty spokój do nauki oraz… niejedzenia. Chciałam wracać z ciotką tylko boję się czy zrozumie moje antycukrowe nastawienie… to dla mnie chodząca jadłodajnia, której nie sposób odmówić…  Mam duży, napchany jedzeniem brzuch, aż się wypukły zrobił:( Nawet gdybym mogła nie zachowywać pozorów i jeść mało to i tak chyba bym nie wytrzymała mając tyle cudów w lodówce i na stole… Z przeżarcia nie mogę robić brzuszków;(( Pobiłam znów rekord przysiadów ( te sukcesy dają siłę!) chciałabym zrobić więcej ale znów coś kolano pobolewa boję się, że przesadzę…

Bilans dnia [piątek]:
Dieta: przeżarcie ale bez cukru, słodyczy i płatków kukurydzianych + pół graypfruta
Ćwiczenia: 40 przysiadów, 5 min spadającego hula-hop, godzina spaceru
Inne herbatka „na biust”
Kremik: Ziaja

Bilans sobota:
Dieta: przeżarcia ciąg dalszy, udało mi się zachować zasadę „bez cukru” nad tależem słodyczy u babci^^ od poniedziałki Skinny Girl
Ćwiczenia: 40+20 przysiadów
Inne herbatka „na biust”, witaminy
Kremik: Ziaja

Piątek. Nie wiem, czy jest sens pisać dietę i liczyć kalorie skoro to nie jest żadna dieta. Matka zauważyła, żę chyba schudłam bo spodnie luźniejsze:( W dom tyle smacznych i złych rzeczy… wszystko w zasięgu ręki, nie w sklepie, nie w markecie, tylko tu, obok… Myślałam ostatnio żeby sobie kupić letnią sukienkę przed kolano, taką śliczną, którą będę pragnęła założyć. Tylko…. czy to mnie nie zdołuje czy nie stwierdzę, że to niemożliwe albo nie nakręci za bardzo, że wpadnę w jakąś paranoje? Dziś po śniadaniu waga pokazała już 46,5kg :(
Bilans dnia:
Dieta nie
Ćwiczenia: 10 min intensywnie na rowerku
Przyspieszacz: Ziaja
Woda tak z cytryną
Zielona herbata tak

Jutro chcę jeść niezbędne minimum i kręcić się po kuchni dla niepoznaki, zaprzyjaźnić się z psem… dziś było wielkie obżarstwo, czuję się syta i cięzka:(

**************

Dziś (czwartek) ostatni dzień diety. Wracam do rodziców, a przy nich nie mogę dać po sobie  poznać, że się odchudzam bo będą robić problemy, które mi napewno nie pomogą w osiągnięciu celu… kolacja już musiała być „normalna”. Myślałam, że z kilogram schudłam, po kolacji weszłam na wegę, a tam… 46kg! Cieszę się z wagi (i to jeszcze w dzień dostania okresu!), jutro zmierzę nogi. Jedynym światkiem mojego schudnięcia jest śliczny, niedawno kupiony swetarek, nie był mi za duży ale też nie obcisły. Obecnie dekold jakoś mi się rozłazi. Gdzie schudłam? Chyba wszędzie po trochu, moje proporcje się nie zmieniły. Dobrze, że matka jeszcze niczego nie zauważyła, i że biust się trzyma. Boję się, że nawet przy figurze anorektyczki będę miała grube uda… A samopoczucie? nie wiem, czy szybciej się nie męczę ale to mogło mi się tylko wydawać. Nie lubię chodzić głodna, smutno mi, że słodkie ciastka, frytki i słodkie jogurty z płatkami w nieograniczonyc ilościjuż nie są rzeczami dla mnie, gdy się na nie skuszę to mam wyrzuty sumienia, że zaprzeczam sama sobie i depczę swoje marzenia. Ale są też dobre strony bo mały jogurt po 3 godzinach głodu smakuje inaczej niż gdybym go zżarła ot tak bo był pod ręką lub zżarła owego jogurtu pół litra. Delektuję się każdym gramem, cieszę gdy nadchodzi czas na przekąskę, planuję co mam ochotę zjeść, stoję w sklepie przed lodówką i myślę, czy bardziej ucieszy mnie bananowy czy wiśniowy smak. Liczę kalorie. Nawet gdy dzień jest do dupy to (przy zachowaniu zasad) co 3 godziny czeka mnie malutka radość, na którą mogę czekać. Moje myśli są zajęte, nie mam czasu na myślenie o rzeczach niemiłych lub nieważnych. Teraz sens ma nie tylko życie, nauka i jakieś dlasze cele ale tu i teraz, ta godzina, ta chwila. Ograniczanie jedzenia ma dla mnie wady i zalety ale podsumowuję to pozytywnie, nie myślałam, że to, co było katorgą może nie być wcale takie złe…

Moja waga

Martwię się, że mogę stracić swoją śliczną wagę w ten weekend, cała satysfakcja i wysiłek znikną… Ale też czytałam niedawno, że w dietach małokalorycznych trzeba co jakiś czas np raz w tygodniu zjeść więcej, żeby rganizm nie przesawił się natryb oszczędnościowy i nie przestał chudnąć (więc załamka w diecie co jakiś czas byłaby nawet wskazana…). W domu mam stary rowerek stacjonarny i gdy nie ma nikogo będę się do niego dobierać:)

Dieta:
herbata 4kcl
płatki cornflakes 30g (filiżanka czarna) 376kcl/100g  czyli 113kcl
jogurt naturalny ze zbożami 158kcl
kisiel z kaw. owocow 126kcl
—-kolacja—
herbata z miodem 48kcl
śledź solony kawałek ok 50g 109kcl(?)
garśc popcornu ok 150kcl(?)
kanapka razowa 95kcl
margaryna masmixo  10g w 530kcl/100g czyli 53kcl
ser biały 35g 211kcl/100g czyli 74kcl
—-
aktiplus Biedronka 79kcl
pieczywo chrupkie razowe 1 szt 54kcl

Suma mojej diety 534kcl
Suma z domową kolacją 1063kcl :(
Ćwiczenia 5 min intensywnego rowerku
Woda nie
Herbata zielona tak
Spalacz Eveline

Przeżyłam poniedziałek, byłam zajęta i nie miałam czasu na myślenie o dacie, nie miałam szczęscia oglądać czczących ten kicz.
Oglądam Czarnego Łabędzia… też chcę dążyć do ideału… z całych sił…
Co z tego, że dziś i wczoraj mogłam sobie niejeść lub prawie nie jeść od rana do późnego popołudnia (poza domem) jak po powrocie dostaję obiad, a po godzinie, połtorej kolacje… i ich zdziwinie, że nie jestem głodna, moje marudzenie, że „tyle” nie zjem… Ile gadania i energii tracę na mówienie „starczy, dosyć, nie zjem więcej, za dużo” przy nakładaniu porcji obiadu, ile razy powtórzę słowo „nie”, żeby rozumiano, że nie chcę kawy, ciastka, batonika… nie, herbaty też nie chcę. Cholera mnie czasem bierze… szczególnie teraz, gdy coś mi proponują między obadem, a kolacją i jakie zdziwienie, że nie jestem głodna (jak sami jedli np o 13:00 to apetyt mają. Mam poczucie, że rodzice uważają, że moja niechęć do jedzenia jest wypaczona, a ja mam poczucie, że im tylko żarcie w głowie… Ale czy nadrabianie małojedzenia poza domem przez prawie cały dzień w 2-3 godziny jest normalny?? Nie. Ze szkoły wracałam o różnych godzinach, nie było problemu, teraz jest bo na najbliższe tygodnie mam zarezerwowany właśnie 1 chory rozkład dnia…
Nie wiem, jak i co mam jeść gdy będę poza domem… pomocy… nieregularne posiłki są złe dla organizmu (nie chce magazynować tłuszczyku na czarną godzinę w udach…) ale też nie mogę normalnie, syto jeść skoro i tak będę musiała cały dzień  „niezjedzone” obiadki nadrobić… Nie chcę tyć:(
Lubię jeść częśto, a po trochu bo szybko się zasycam, dopiero po dłuższym niejedzeniu mogę zjeść więcej ale do pewnego stopnia, a wtedy na dłużej jestem syta; chyba dzięki temu waga stoi w miejscu. Jednak rodziciele jescze się tego nie nauczyli i nauczyć nie chcą bo lekarz na bilansach móiłł, że powinnam przytyć parę kilo, żeby w razie choroby mieć z czego chudnąć (a chorowita jestem) tylko, że mi tak dobrze, lubię siebie chudą (koleżanki mi zazdrościły nie wiedząć o moich wadach), dobrze mi jest z taką wagą.
Właściwie dobrze było… Czytałam na różnych stronach i poradnikach, żę z nóg nie da się z bardzo schudnąć samymi ćwiczeniami… np
Prawdziwym problemem w chudnięciu z konkretnego miejsca na ciele jest
to, że tak naprawdę nie da się tego zrobić bez odchudzenia całego ciała.

W dodatku jak przeliczyłam funty na kochanej thinspiracji to uda jak moje miała dziewczyna przy wadze 51kg, a takie, jak chciałabym mieć przy wadze… 40kg. Szkoda, że nie napisała też wzrostu lub bmi…
Zmieniłam ćwiczenia z powodu chrupania w biodrze (czasem mi coś gdzieś nawali…)

Bilans wczoraj: (porażka, lenistwo)
Ćwiczenia: przysiady 10
Spalacz: Ziaja
Inne: Sudafed 1tbl, nacieranie ręcznikiem ud i kolan (lenistwo…)

Bilans Dziś:
Ćwiczenia:
- rozciąganie nóg by skutecznie robić inne ćwiczenia (nie dosięgam palcy…!)
- mostek 30sekund
- wąż 20x5s niskiego unoszenia nóg i rąk (leżenie na brzuchu) przerwy 1-2s
- niskie unoszenie nóg 20x5s (leżenie na plecach)
Spalacze: Ziaja
Inne: szorstka gąbka, Sudafed 1tabl (jeszcze wygonić katar)


  • RSS