wymarzone-nogi blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: zarcie

Dobry przedświąteczny bilans zepsóła mi matka… zaserwowała zapiekankę z pieczarkami, żółtym serem, mięsem i masłem, którym przesiąkła cała kanapka wogóle wszystko jakieś tłuste i kaloryczne okropnie, byłam wściekła, miłam ochote tym o ścianę rzucić ale ostatecznie po ciuhcu podzieliłam się z psem. Potem było świąteczne żarcie, MŻ się nie sprawdziło bo skoro trochę to czemu jeszcze nie jeszcze troszkę? Objęłam strategię nażreć się słodkiego do obrzydzenia, tek, żeby było mi niedobrze na samą myśl o słodyczach… w efkcie pogorszyła mi się cera, pryszcze zrobiły się czerwone, waga poszła w górę (we wtorek naczczo 45,6kg) a mi wcalę nie zbrzydło słodkie, znów nadużywam miodu… we wtorek miało już być bez słodyczy ale najpierw na spotkaniu z przyjaciółką skusiłam się na lody, a potem na rodzinnym spotkaniu nieszczęśliwie usiadłam między ciotką a wójem, którzy na zmianę mi nakładali różne mięsa, a potem jeszcze musiałam ciasto jeść:(  Wybaczcie, że na tak długo znikłam ale głupio mi było tak tu pisaż przeżartą… nie lubię świąt… Weekend majowy też jest „be” bo będzie trzeba wrócić do domu, gdzie pojęcie dieta i odchudzanie nie ma racji bytu… miałam jechać za granicę ale wszystko się zepsóło, gdy już byłam pewna i szczęściwa, że pojadę… jestem na siebie zła, że źle to rozegrałam, za dużo się namyślałam i marudziłam… chciałabym cofnąć czas i w ostatniej chwili pojechać… czemu ja zawsze muszę wszystko zepsuć… nie mam już sił… Jest ciepło, za ciepło dziewczyny pokazują piękne zgrabne nogi, a ja mogę tylko wyć w duszy i marzyć… Dobijają mnie też moje cycki ( a raczej ich brak…) ostatnio notorycznie zapominam herbatki „biust” – zapewne dlatego, że już dłuższy czas ją piję i zero efektów… Chcę do końca maja schudnąć do 40 kg (choć już przestaję wierzyć, że to zmieni moje nogi i, że wogóle mi się uda…) i zacząć brać tabletki.
 

środa
w nocy jeszcze drugie 100g tych pianek truskawkowych…
od rana:
pół litra maślanki
ciemna bułka z ziarnami
zielona hebata
lyzeczka miodu
kostka białej czekolady
część pieczarek i przesiąkniętego tłuszczem chleba (o reszcie zapiekanki opowie moj pies;p)
czarna herbata z miodem
woda z miodem i cytryną

czwartek
jedzenie chude + udko na obiad
rower 30min

piatek

jedzenie chude
kilka wisni slodzonych z kompotu
2 ptasie mleczka
obiadowa ryba
+rower 30min

sobota

żurek na obiad
czekolada
słodkie płatki
chude jedzenie
+rower 40min

niedziela, poniedziałek
żarcie + cukier

wtorek
nieudane MŻ i znów słodkie…

środa
zielona herbata z ziołami „biust”
tymianek i podbiał (cukier;/ )
litr soku pomidorowego
litr mleka
płatki owsiane
kilka łyżeczek miodu
+eveline

czwartek
litr mleka
płatki owsiane
miód
z. herbata + ziółka „biust”
i zapewne domowa kolacyjka…;/

Rower…

7 komentarzy

Egzamin za mną, boję się, czy zdałam… coś napisałam kilka pytań jest ok czyli jest powód żeby robić sobie jakieś nadzieje na pozytywną ocenę… oby życie znów mnie nie rozczarowało… kiedyś byłam większą pesymistką i miałam miłe niespodzianki, a teraz… porażka. Znalazłam śliczną sukienkę, bez naramek, przed kolano, rozmiar 34. Obiecałam sobie, że jak zdam to ją sobię kupię ( to nic, że nie wiem na jaką niby okazję mi się przyda jest dość elegancka…) a jak nie zdam to oddam po kilku dniach bez śladów używania (można tak).  Przymierzyłam i się zachwyciłam:D Ładnie w niej wyglądałam, mimo, że trochę odsłaniała kolana (nawet one wyglądały ładnie, zastanawiam się teraz tylko czy to spełnienie pierwszego celu czy… magia sklepowego lustra) no i wreszcie mam konkretny rozmiar, nie żadne między 36, a 34 każde gdzieś za obcisłe lub wiszące… Mam rozmiar dokładnie 34 i jestem z tego dumna! Ale… po ostatnim obżarstwie… aż wstydzę się pisać jak usprawiedliwiałam się egzaminem… Po kolei… Wtorek utrzymałam jeszcze skiny (ciężko było na jabłkach…) w środę starannie zaplanowałam, co zjeść, żeby zmieścić się w limicie – jadłam zgodnie z planem, do którego tylko dodałam zakazaną kawę żeby nie zasnąć nad książkami ale… złamała mnie zupełnie wizyta u koleżanki… przyszłam, żebyśmy się wymieniły notatkami, ona koniecznie chciała mnie czymś poczęstować kawa? może tosta? jemy kolacje może też chcesz hot-doga? postawiła mi przed nosem miskę cukierków… zjadłam 1 i coś pękło… poszedł jeszcze tost, kilka następnych cukierków, chipsy i naastępna kawa. Wróciwszy do siebie dalej żarłam, w nocy nie spałam, ciągle jadłam dosłownie zjadałam stres. Nauka to doskonałe usprawiedliwienie ( przecież mózg trzeba odżywić, trzeba sie pocieszyć i nabrać sił żeby nie zasnąć…)  w piątek dzien mleka z płatkami kukurydzianymi i kawy. Piłam dużo kawy i nawet zaczęłam sypać do niej zakazany cukier. Wczoraj jadłam, na co miałam ochotę (nawet paczkę „delicji”) Dzisiaj praktycznie też… z rzeczy złych zjadłam batonika, kupiłam sobie wspaniałe mrożone ważywa ale zjadłam je z frytkami z zamrażarki… „skoro zjadłam już batnika to i tak złamałam zakaz trzeba zjeść frytki żeby się na skinny nie kusić…” Porażka… Może się obudzę jak owa wspaniała sukienka będzie mi za mała… i tak ją kupię i powiesze w widocznym miejscu, będę się męczyć tak długo aż nie wrócę do 34 – będę miała mobilizację…
Z rowerem nie wyszło… rodzice nie chcą mi pozwolić wziąć z domu roweru bo i tak go tu do windy nie zmieszczę (mają rację niestety…). O ewentualnym trzymaniu go w piwnicy mogę zapomnieć bo ostatnio były włamania do piwnic… Zostaje opcja chodzić na rower do ciotki i być zależna od jej widzimisie – wczoraj chciałam pojeździć ale ciotka stwierdziła że za późno za zimno i wiatr jest… (było ciepło i jeszcze starczyłoby słonca na 15 min jazdy…) nie chcę być znów od kogoś zależna! Cieszę się tu brakiem rodzicielskiej kontroli i swobodom stanowienia o sobie i mam wpaść z deszczu pod rynne?! Nie chcę tego… nie wspominając już, że u ciotki zmarnuję dużo czasu (zasiedzenie, zatrzymanie, zagadanie…) i zjem dużo kalorii (zawsze coś do jedzenia mi dadzą… a jak wrócę z roweru to NAPEWNO już będzie czas na kolacje albo inny posiłek, na którym będę musiała zostać…) co spalę na rowerze to dwakroć w siebie wrzucę… bezsens, kretynizm i wściekłość… Plan był taki genialny, o niebo lepiej jest pojeździć sobie rowerem niż pocić się przy ćwiczeniach. Przysiadów jestem w stanie zrobić max 40 powtórzeń, a rower da mi 40 MINUT ruchu. Myślałam o kupieniu sobie dużego hula-hop ale zanim się nauczę kręcić to sąsiedzi z dołu mnie pogonią jak będę ciąglę stukać kółkiem o podłogę… zesztą strasznie mnie to męczy 5 max 10 min próby kręcenia i umieram… Szukałam spodenek neopropenowych i nie znalazłam ale słyszałam, że w Tesco mają… w tym sklepie mają dużo ciekawych i tanich rzeczy… jak tam pójdę to pewnie kupię jakieś nieplanowane żarcie albo inne rzeczy i nigdy nie będę miała przy sobie jednorazowo całej kwoty potrzebnej na „zakup” sukienki. Ostatnio chciałabym wszystko mieć, za wiele rzeczy na raz (zarówno rzeczy materialnych, pięknego wyglądu, żarcia  jak umiejętności i wiedzy). Jestem chodzącą porażką i sprzecznością… Nie wiem czego chcę, gy byłam zajęta nauką miałam tysiąc genialnych pomysłów… teraz nie chce mi się nic… siły mi się kończą…
Bilans wtorek:
Dieta: Kcal<300 Skinny zaliczona:)
7 jabłek
pół grajpfruta
Ćwiczenia: przysiady 40+40
Inne: Ziaja, herbatka „na biust”

Bilans środa i reszta dni…

Dieta:
2/3 maślanki
Pół grajpfruta
kawa bez mleka i bez cukru
załamanie=wszystkożerność do niedzieli włącznie
Ćwiczenia: brak
Inne: kremik-brak, herbatkę tylko raz zapomniałam


  • RSS